avatar

tytuł: Trzy latka Jasia i Gosia/Tosia w brzuszku :)

autor: Etuś

Wstęp

about me

O mnie:

about me

Jestem/chciała bym być mamą:

Taką jak moja. Troskliwą, czułą, obiektywną.

about me

Moje dzieci:

Jaś. Wymarzony, wyczekany cud ;* Oraz fasolka w brzuszku :)

about me

Moje emocje:

Masa emocji. Od strachu i stresu po ogromne szczęście :)

Święta, święta i po świętach 

Łojezuniu jak mnie tu dawno nie było! Prawie miesiąc! Nie mam ostatnio czasu, oj nie mam. A sporo się wydarzyło w sumie. No ale od początku 
Jaśko już po ospie. W sumie przeszedł tak mega łagodnie, że jestem zadowolona że to już za nami i mamy z głowy jedną chorobę zakaźną. Dwa tygodnie siedzieliśmy w domku. Potem Jasiek poszedł do żłobka w poniedziałek, a we wtorek już zadzwonili do mnie że Jasko ma gorączkę i żeby po niego przyjechać. Musiałam ściągać rodziców z Kielc bo za żadne skarby nie miałam co z nim zrobić. I albo to jakaś drobna infekcja bo po ospie Janek miał osłabioną odporność, albo to było na tle emocjonalnym bo w sumie dwa tygodnie w domu siedział. No i do świąt już w domu był. Po świętach jeden dzień w żłobku i pyk po grudniu. W sumie przez cały miesiąc był niecałe 4 dni w żłobku. A zapłacić trzeba za całość :/ Ehhh... No cóż. Ważne że już zdrowy 

Przed świętami miałam też mały epizod w pracy. Nie pamiętam już czy wspominałam, że moja szefowa otworzyła drugi salon. No i częściowo pracuję tam gdzie do tej pory a częściowo w tym nowym miejscu. Siedzę sobie, dziergam wzorki sylwestrowe i nagle słyszę trzask. Odwracam się a tam na mnie leci wielka, 30kilowa szafka, która najzwyczajniej w świecie oderwała się od ściany. Szczęście w tym nieszczęściu jest takie, że gdybym siedziała 10 cm bliżej ściany to mogło być już po mnie. Dostałam w rękę a mogłam dostać w głowę. Nawet nie pytajcie ile było sprzątania. 40 lakierów w drobny mak. Wszędzie szkło, potłuczone oliwki. Wszystko upierdzielone. Przyszedł mój Jarek (bo pracuje 300m dalej) i pomógł mi sprzątać. Przyjechała szefowa i też na kolanach szorowała. Wściekła jak nie wiem. Dzwoniła do gościa który to robił i kazała mu natychmiast przyjeżdżać. Całe szczęście że poczuł się do winy. Ma szczęście, że tylko zafundował mi siniaka na ręce i porządne stłuczenie bo mogło się to dużo gorzej skończyć. Masakra... Gość zamontował wielką (jakieś 2.5m na 1.5m) szafkę, ważącą ok 30kg na uwaga... 4 krótkie kołki rozporowe. Po drodze jeszcze były płyty ozdobne a'la betonowe (ok 1cm grubości) klej, tynk i dopiero ściana. Więc te kołki w ścianie może z 1 cm siedziały. No idiota! Bez kitu, mógł przed samymi świętami mnie zabić... Na koniec wrzucę fotkę jak to wyglądało. Normalnie trzęsłam się jak osika jak to się stało...

No a co więcej? Święta! Pojechaliśmy do Kielc of course. Przyjechała też Ania z Natalką, Amir dojechał dopiero na Sylwestra bo nie dostał wolnego w pracy. No i śmiesznie było, bo ostatnio jak widzieliśmy Natalkę to nawet nie siedziała a teraz już raczkuje. Jasiek trochę ją olewał, a tak wpatrzona w niego jak w obrazek zasuwała wszędzie gdzie on poszedł  A jak Jasiek dostał wielką wywrotkę od dziadków na Gwiazdkę i posadziliśmy w nią Natalkę to focha walnął xD Normalnie nie mogę. Za rok już na prawdę będzie super jak dzieciaki będą zasuwać razem 
A prezentów było co nie miara. Wywrotkę musiał przywieźć nam do Warszawy teść bo już się do bagażnika nie zmieściła  Już nie wiem co mam z tymi zabawkami robić. Za dużo ich ma  
Za to ja jestem zadowolona z prezentów jakie zrobiliśmy moim rodzicom i teściom. Zamówiliśmy fotokalendarze z wnukami. Cieszyli się strasznie  Aż sama bym sobie taki zamówiła 
Jaśko trochę nam się w święta pochorował, tzn kaszlał i chyba mnie zaraził, bo on już zdrowy i pełen wigoru a ja za to zdycham. W Sylwestra się mi pogorszyło a na dodatek dostałam okresu! Nosz kumulacja normalnie. A takie mieliśmy plany z mężem  No i dupa, bo poszłam spać o 21.30, wstałam na północ i poszłam spać dalej. A Jaśko przespał całą noc. Jak zasnął o 21 tak wstał o 7  Żadne fajerwerki go na szczęście nie obudziły, a trochę tego było.
Tak więc witamy się w Nowym Roku i życzymy wszystkim wszystkiego najlepszego. Niech będzie lepszy od mijającego i spełni wszystkie Wasze marzenia  Pozdrawiamy i całujemy razem z Jasiulem :*

PS: Zamówiłam odbitki. Wreszcie siadłam i wybrałam zdjęcia do wywołania. Na początek 200... A i tak miałam meeeegaaaa problemy żeby się ograniczyć xD Teraz trzeba album kupić :p

Na koniec standardowo galeria zdjęć 

https://s17.postimg.org/f5frmmlnz/DSC_8411.jpg

https://s17.postimg.org/lvw8w2o9b/DSC_8426.jpg

https://s17.postimg.org/yaj0wfq27/DSC_8508.jpg

https://s17.postimg.org/kguo7f01r/DSC_8575.jpg

https://s17.postimg.org/vt79p83lr/DSC_8627.jpg

https://s17.postimg.org/v4yf5qf0f/20171224_123353.jpg

https://s17.postimg.org/mzgd7tqu7/20171231_101259.jpg

https://s17.postimg.org/qvtp3utu7/20171230_105434.jpg
Stylówa Pana Jana

A tak Jasiek podbija galerię 
https://youtu.be/0gtFpxBEiOs 

I na koniec o... taka sytuacja...

https://s17.postimg.org/us70zvp4f/20171220_150032.jpg

https://s17.postimg.org/aktl7l72n/20171220_151608.jpg

2
komentarzy
avatar
O rany, jaka masakra! Dobrze, że to przeżyłaś. Co za pajac... Wsadziłabym mu te kołki rozporowe w dupę, jeden po drugim. A Jaśko jak zwykle rozwala... Przesłodziak. I świetnie, że już zdrów. Oby i Tobie było coraz lepiej. :*
avatar
Jakaś masakra z tą szafką! Masz szczęście w nieszczęściu Kobito! :*
Dodaj komentarz

Zamartwiam się...

Kurczę w sumie to niewiele się wydarzyło od ostatniego razu. W weekend Jaśko miał gorączkę a w zasadzie stan podgorączkowy, bo najwyższa temperatura jaką miał to 38st. Poza tym nic mu nie było, więc obstawiam, że trójki szykują się do wyjścia. Zaczął się też budzić w nocy z płaczem dokładnie tak jak było przy czwórkach, i kupy serwuje nam rzadszej konsystencji. Wszystko więc wskazuje na zębole. Ale w sumie nie o tym chciałam Wam powiedzieć. 
Wczoraj na grupę ciążowo/macierzyńską wrzuciłam filmik, na którym widać jak Jaśko "wymusza" płaczem jak czegoś chce. Prawie wszystkie mamy komentowały, że też tak mają. Generalnie filmik śmieszny, bo jak daję Jaśkowi termometr którego tak bardzo zapragnął, to zaczyna się cieszyć. Tylko jedna mama zwróciła mi uwagę, że zaniepokoiło go machanie rączką przez Jaśka i to że nie patrzył przez chwilę ani na mnie ani na przedmiot który dostał (choć wydaje mi się że patrzył właśnie na mnie bo siedziałam na kanapie). Zasugerowała, że mogą to być początkowe objawy autyzmu. A ja przeraziłam się nie na żarty. Wczoraj w nocy zamiast spać, to siedziałam na internetach i czytałam o autyźmie. Zaczynam świrować. W każdym geście Jaśka dopatruję się teraz objawów. Boję się. Do tej pory nic nie wskazywało na jakieś dysfunkcje. No czy ja już świruję? Pokażę Wam ten filmik i powiedzcie, czy ja na prawdę mam się czym martwić? Niczego nie pragnę bardziej, jak tego żeby Jasio był zdrowy. Wskoczyłabym za nim w ogień i wszystkie jego choroby wzięła na siebie... No i teraz nie robię nic innego jak tylko się martwię...

To ten filmik:
https://youtu.be/MK0p4UlBNH0

I jeszcze dwie fotki. Pierwsza z ostatniego spaceru po Starówce
https://s13.postimg.org/mw4ernkg7/20180106_153219.jpg

I z tego wszystkiego zapomniałam Wam napisać, że Jaśko miał ostatnio w żłobku Bal Karnawałowy.  Matka kupiła w Pepco strój pirata, ale jako że był za duży to przerobiła, żeby pasował. Moje najwspanialsze, najcudowniejsze Szczęście <3

https://s13.postimg.org/eduyndqt3/20180105_082554.jpg

2
komentarzy
avatar
Spokojnie kochana na tym filmiku nie ma nic niepokojącego. Dzieci tak machaja raczkami zeby odreagowac stres a gdy sie zlosci wcale nie musi nawiazywac kontaku wzrokowego. Twój synek jest wesołym chłopcem a oglądając Jego zdjęcia wygląda ze ma dobry kontakt z otoczeniem a w szczególności z Wami. Gdyby coś budziło niepokój w zachowaniu Jasia zwrócono by na to uwagę w żłobku. Znam kilkoro autystów i ich odmienne zachowanie jest widoczne po chwili obserwacji. To normalne że się martwisz, jak my wszystkie, w każdym zachowaniu lub objawie widzimy straszna chorobę to właśnie ta ciemna strona macierzyństwa. Pozdrawiam i buziaki dla Twojego cudownego, zdrowego i ślicznego synka.
avatar
To mój ma chyba autyzm od urodzenia. Daj spokój. Jaś wygląda na szczęśliwego i wesołego. Nie słuchaj bab, które pewnie same mają problemy i mądrości głoszą po obejrzeniu minutowego filmu.
Dodaj komentarz

Rota

Jasiek przyniósł a ja podłapałam. O ile Jaśko przechodzi to łagodnie  (w zasadzie tylko biegunka) tak ja ledwo się z łóżka podnoszę. Na szczęście szczepilismy go na rotawirusy więc jest łatwiej. Zaczęło się w piątek. Jak gdyby nigdy nic, z grubej rury Jaśko na mnie zsymiotował. Ale chlusnął tak że aż ściana oberwała. Do przebrania ja i on. Jako że miałam dzień wolny to stwierdziłam że z nim zostanę w domu. No i zaczęło się. Już nie pamiętam kiedy taką kupe robił. Normalnie wypływała górą. 4 pary bodziaków do prania. A Jasiek do kąpania. Potem po drzemce już było spoko. Jarek miał imprezkę w pracy więc go nie było ale przyjechała teściowa. Jako że Jasiek ładnie pospał to potem balował do 22. Wyglądał zupełnie zdrowo. W sobotę i ja i Jarek do pracy a Jasio z babcia. No i kupa dalej luźna do tego przestał jeść. A mnie dopadło po pracy. Żołądek, wymioty. Bleeeee... ostatni raz żygałam z Jaśkiem w ciąży.
Dziś to samo z tym że Jasiek już robił kupy stricte musztardowe  (takie noworodkowe) bo jedyny pokarm jaki przyjmował to mleko. Po kolejnej kupie, która w trakcie przewijania trafiła z wyrzutu we mnie zdecydowaliśmy że jedziemy do lekarza. Prywatna opieka w Medicover od Jarka z pracy - bajka. Pojechaliśmy do szpitala. Normalnie zachód, lux i bajery. Dyżurna pediatra przyjęła nas prawie od razu. Diagnoza - rota. Mamy się nawadniać, pić elektrolity i probiotyk i w zasadzie tyle. Tym że nie je mamy się nie przejmować. Najważniejsze że pije.
No więc parę dni w domu mnie czeka. Dajcie siły bo nie wiem jak jutro dam radę sama...
A na koniec zdechlaki dwa
https://s17.postimg.org/l9b9gnea7/20180128_175858.jpg

1
komentarzy
avatar
Ojoj. :-* Współczuję. :-* Wracajce szybko do zdrowia. ♡
Jasiek już taaaaki duży. :-D Rośnie jak na drożdżach. :-)
Dodaj komentarz

Smarki i trochę codzienności
Siedzę sobie właśnie w robocie i mam trochę czasu, więc pomyślałam że coś napiszę. Już byłam szczęśliwa, że Jasiek tak długo wytrwał bez kataru i kaszlu i proszę bardzo. Znowu borykamy się z infekcją górnych dróg oddechowych. Nie ma gorączki, ale wybrałam się z nim do lekarza bo zaczął mi świszczeć przy oddychaniu. Chciałam żeby go ktoś osłuchał i sprawdził czy nic mu się na oskrzela nie rzuciło. Jest delikatna zmiana ale nic strasznego się nie dzieje. Dostał coś do inhalacji poza solą fizjologiczną i ma być dobrze. Mam nadzieję, bo jutro jedziemy do Kielc i szkoda żeby chorował. Jest trochę śniegu, więc może wyjdziemy na sanki  O ile smog zelży, bo ostatnio jest jakaś masakra :/ Ja byłam z Jaśkiem wczoraj w domu, dziś został Jarek. I mam nadzieję, że mu sie polepszy bo ostatnie noce to jazda bez trzymanki. Jak nie zapchany nos to wybudza go kaszel. Od piątku nie śpię i chodzę na rzęsach. Nie polecam :p
A poza tym u nas taka szara codzienność. W zeszły czwartek mieliśmy w żłobku Dzień Babci i Dziadka. Dziadków reprezentował Jarka tata. Trochę się martwiliśmy, że jak Jasiek nas zobaczy, to nie bedzie chciał się bawić i się do nas przyklei a tu miłe zaskoczenie! Jako jedyny z dzieciaków szalał i był przeszczęśliwy  Normalnie taka dumna z niego jestem
Znaleźliśmy też ostatnio w okolicy bardzo fajną salę zabaw. Byliśmy już dwa razy. Jasiek mega zadowolony. Mnóstwo dzieci, mnóstwo nowych zabawek. A i tak upatrzył sobie jeden duży samochód, taki a'la transporter co przewozi inne samochody i bawił się nim praktycznie non stop. Trochę posiedział w basenie z kulkami, trochę pozjeżdżał na zjeżdżalni. Gdyby nie to że biega tam dużo starszych dzieci, które nie patrzą jak biegną, to można by go puścić i Jaśka normalnie nie ma :p ale trzeba było za nim chodzić i go pilnować, żeby mu się jakaś krzywda nie stała. Aż sami w sobie odnaleźliśmy dziecko, bo szaleliśmy z Młodym po małpim gaju  Polecam!
Na koniec mała galeria z ostatnich dni. Ślemy buziaki :*
https://s9.postimg.org/4kwq0ds5r/20180204_173820.jpg
https://s9.postimg.org/osa5sskj3/20180204_174857.jpg
https://s9.postimg.org/6qvm892vz/20180204_175347.jpg
https://s9.postimg.org/rb0g6s0nj/20180209_161535.jpg
https://s9.postimg.org/rb0g6tinz/20180209_162343.jpg
https://s9.postimg.org/la2r9s6cf/20180209_163544.jpg

3
komentarzy
avatar
Upływający czas najbardziej widać na dzieciach Jasio już jaki samodzielny. Zdrówka dla Jasia.
avatar
Zdróweńka! Rany... Te zdjęcia mi uświadamiają, że mam ochotę wskoczyć z basen z kulkami. I dobrze, że mam dziecko, bo niedługo to zrobię bez cienia żenady.
avatar
Zdrówka dla Jasia. :-* Bidulek :-*
Na zdjęciach widać, że jest przeszczęśliwy. :-D Kochany Łobuziak. :-*
Dodaj komentarz

Żalpost
Tak tak. To będzie typowy żalpost. I to taki że hej.
Ostatnio byliśmy w Kielcach. Mieliśmy z Jarkiem "małe" spięcie i może w sumie dobrze, bo wylałam wszystkie moje żale. Tylko kurde szkoda, że to wyszło w takich okolicznościach. Muszę się zebrać w sobie i zacząć szczerze rozmawiać z moim mężem a nie wylewać na niego moje żale dopiero wtedy, gdy coś pójdzie nie tak. No ale do rzeczy...
Chodzi o to, że nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo podupadłam ostatnio psychicznie. Dopiero ten wyjazd uświadomił mi, jak bardzo tęsknię za Kielcami. Płakałam. Dużo płakałam. W końcu po długiej i szczerej rozmowie doszliśmy do wniosku, że chcemy wrócić. Tutaj jestem kompletnie sama. Nie mam prawie nikogo. Poza moją kochaną Ilonką, która ma dla mnie czas nie ma tu nikogo z kim mogłabym się spotkać, pogadać. Starzy znajomi... ehh szkoda gadać. Znajomości się pourywały od kiedy pojawił się Jasiek. Tak bardzo bym chciała, żeby jednak tak się nie stało bo jest wśród nich ojciec chrzestny mojego syna. A nie chciałabym, żeby mieli takie relacje jak ja z moim chrzestnym - czyli żadnych. Ale jest ciężko. A mi przykro. W Kielcach natomiast zostali wszyscy znajomi z dziećmi. I to już zupełnie zmienia postać rzeczy. Bo jest zupełnie inaczej. Ktoś, kto nie ma dziecka nie umie postawić się na miejscu kogoś kto je ma. Życie się zmienia o 180 stopni. I jeśli ktoś tego nie akceptuje to już jego problem...
Stanęło generalnie na tym, że Jarek zostaje póki co w swojej obecnej pracy i czekamy bo szykuje mu się awans. Ja natomiast będę szukać pracy w Kielcach z naciskiem na własny salon w niedalekiej przyszłości. Czekamy do momentu aż Jasiek będzie miał pójść do przedszkola. I do przedszkola pójdzie już w Kielcach. Tam będzie się wychowywał. A Jarek póki co będzie pracował w delegacji. Tak na prawdę niewiele się zmieni, bo póki co i tak jak wracamy wieczorem z pracy to padamy na twarz i nie mamy czasu dla siebie. A tak weekendy będziemy spędzać razem. Wiem, że na pewno nie będzie łatwo. Ale na miejscu będę mieć swoich rodziców, teściową, masę znajomych z dziećmi... 
Wiecie co Wam powiem? Nienawidzę Warszawy. Nienawidzę tego miasta. Nie chcę już tu mieszkać. Chcę wyjechać w cholerę...
Może uda nam się wziąć kredyt. Na działkę i dom pod Kielcami. Może uda się dostać dofinansowanie na mój salon. I będę miała wyjebane (za przeproszeniem) na tą cholerną Warszawę, która ostatnio jedyne co mi funduje, to stan przeddepresyjny...
Trzymajcie kciuki!

3
komentarzy
avatar
Coś same przeprowadzki się w tych naszych pamiętnikach sypią... Trzymam kciuki za Was! Jeżeli nie cierpisz tego miasta, wpędza Cię w doła, a razem z Tobą ciągnie też Twoją rodzinę - to będzie najlepsza decyzja wrócić! Koszty życia w Kielcach pewnie też nie są tak hardkorowe jak Wawie. Kibicuję Wam mocno! Musisz o siebie zadbać.
avatar
Powodzenia kochana w realizacji planu osiągnięcia przez ciebie spokoju i szczęścia. Trzymam kciuki.
avatar
Woooohoooooo!!! Zmiany idoooo, wszedzie zmiany! Super! Trzymam kciuki, bo wiem jak Cie zżera to miasto, jak Cie zżera tesknota za domem. Tak jak mnie. Bedzie lepiej Kochana!
Dodaj komentarz

KURWAAAAAA
Taki szybki post bo mam ochotę wrzeszczeć. Pamiętacie jak w poprzednim poście  (I kiedyś też wcześniej) pisałam że nie mamy tu już znajomych? Że odkąd jest Jasiek to już nie istniejemy dla nich?
Właśnie się okazało że chłopaki pojechali sobie w góry, a dziewczyny do SPA. Do kurwa pierdolonego SPA!!! Jest mi kurwa tak przykro że dupa boli. To że jestem matką to co, to już nie jestem dobrą towarzyszką w SPA? Co ja trędowata jakąś jestem czy co? I jeszcze ostatnio ta jedna znajoma pisała że nie może się teraz w ten weekend spotkać bo już ma zaplanowany od października. Czyli od października wiedziały. Jest mi kurwa tak bardzo przykro  siedzę i ryczę. Pewnie i tak bym nie pojechała bo Janek gorączkuje i jest chory  (I znów problem bo nie mam co z nim zrobić w poniedziałek) ale fajnie jest być branym pod uwagę... 
Nienawidzę tej pierdolonej stolicy, nienawidzę tych ludzi, mam kurwa wszystko gdzieś...
PS: przepraszam. Musiałam bo nie mam gdzie indziej się wyżalić

2
komentarzy
avatar
Koleżanki zapewne stwierdziły, że i tak się nie wyrwiesz, to po co pytać. Eeech, też zauważyłam trochę inne relacje ze znajomymi, którzy nie są rodzicami. Tak bywa, nie przejmuj się Etuś :*
avatar
To stary wpis, ale muszę Ci napisać że ja po 11 latach tez znienawidziłam Warszawę.
Miałam tam sporo znajomych, właściwie, to odwrotnie, przeniosłam się w miejsce, gdzie znajomych nie miałam wcale. Ale to było przed dziećmi. Zamieszkałam z moim mężem i to była najlepsza decyzja. Moja rodzina jest blisko, jego rodzina jest też blisko. I sa blisko nowi znajomi. A starzy w miarę możliwości mnie odwiedzają, bo kto nie lubi jedzić nad morze :p.
Dodaj komentarz

Wypracowanie


Łoooooesssuuuuuuu jak mnie tu dawno nie było. Już tyle razy chciałam siąść i coś napisać, ale zawsze coś innego mnie odciągało i tak odkładałam, aż do teraz bo wreszcie znalazłam chwilę. No to będzie chyba długo bo trochę się nazbierało przez ten czas. 

Zacznę od siebie. Nie pamiętam już czy Wam mówiłam, ale zakwalifikowałam się do finału Mistrzostw stylizacji paznokci w kategorii Nail Art. W Szczecinie. No i byłam. Pojechałam. Never ever again tak daleko pociągiem. Myślałam, że jajko zniosę. W tamtą stronę razem z moją modelką wyjechałyśmy 16.40. Na miejscu byłyśmy 23.20, czyli 20 minut po czasie. Well mogło być gorzej. W każdym razie odebrał nas mój znajomy i zawiózł do hotelu. Jako że wieczór bez dziecia, to co? To piwko na 11 piętrze w barze :p Spać poszłyśmy ok 1. O 7 pobudka, no bo trzeba się ogarnąć, zjeść jakieś śniadanie no i dotrzeć na targi na 9. I tu też dzięki mój znajomy! Zawiózł nasze dupki. W sumie dupki jak dupki, ale te wszystkie toboły które ze sobą miałam. Spokojnie na tych targach swoje stanowisko bym mogła wystawić  Najpierw rejestracja, losowanie stolika, przygotowanie no i o 10 start. Do 12. Potem ocena i druga kategoria, w której już nie brałam udziału. No a potem wałęsanie się po targach, jakiś obiad i wyniki 16.30. Na podium nie udało się wskoczyć, ale i tak nie żałuję, że pojechałam. Zawsze to jakieś doświadczenie. Teraz już wiem, czego nie robić a co tak. No i czatuję na najbliższe mistrzostwa ale na pewno gdzieś bliżej. Wracałyśmy o 22.20. W Warszawie byłyśmy na 6 rano. I tu też przyrzekłam sobie jeszcze jedną rzecz - następnym razem jak będę podróżować pociągiem nocnym, to TYLKO kuszetka, albo wagon sypialny. Nigdy więcej normalny wagon. Wyszłam z tego pociągu tak połamana, że nie widziałam gdzie ręka a gdzie noga. Nie mówiąc jużo tym, że absolutnie się nie wyspałam. No ale suma summarum - nie żałuje

Niedziela była za to tak cudowna (go to hell zimo!), że jak poleźliśmy na spacer, to mimo niewyspania łazilismy i było bajecznie. Termometr w cieniu pokazywał 18stopni. Było tak cudownie, że nie chciało się wracać do domu. A najbardziej w 7 niebie był oczywiście Jan, który tak tęskni za wyjściami na dwór. Ganiał za pieskami, chodził swoimi drogami (absolutnie nie chce chodzić za rękę i nie reaguje jak się go woła), huśtał się, bawił w piasku, zjeżdżał ja ślizgwace, no generalnie dzieć najszczęśliwszy na świecie. I my też. Można było zamknąć oczy, zaciągnąć się i poczuć wiosnę. Ale to by było na tyle bo wczoraj uj bombki strzelił i z 10 stopni rano zrobiło się 0. Oby jak najkrócej...

Co więcej? Chwaliłam się ostatnio, że złego licho nie bierze i nie choruję. Do wczoraj. Najpierw kaszel. No ok. Gardło nie boli, z nosa nie cieknie - może być. Ale jak mnie o 15 w robocie dopadł ból brzucha, to chodziłam zgięta w pół do 20. Do domu ledwo dojechałam. Łyknęłam No Spę Max i po godzinie zaczęło puszczać. Ale przez myśl mi nawet szpital przeszedł, gdyby mi nic nie pomogło. Normalnie skurcze to miałam takie jakbym miała za chwilę urodzić. Bez kitu. I do tego dreszcze. W każdym razie w nocy się tak wypociłam, że musiałam się przebierać. I na szczęście dziś już o niebo lepiej. Nie wiem co to było. Okresu się jeszcze nie spodziewam, bo łykam piguły więc wiem kiedy będzie. Nawet małż mi test ciążowy kazał zrobić. Zrobiłam. Negatyw. Well mam nadzieję, że już to poszło sobie gdzieś i nie wróci. Bo nawet ja, która miewała na prawdę bolesne miesiączki, to czegoś takiego w życiu nie doświadczyłam. I nie życzę nikomu.

W kwestii przeprowadzki na razie nic nie ruszyło. Nikomu też nic tutaj nie mówiliśmy. Tzn w sumie Jarek zostaje w pracy w Wawie i będzie zjeżdżał na weekendy. Ale jak już to będzie na 100% w konkretnym terminie pewne, to ja będę musiała szefową poinformować. To będzie ciężkie rozstanie bo 5 lat już tu pracuję. Smuteczek. Ale z drugiej strony jak mam być tu wiecznie nieszczęśliwa, to wolę wyjechać. Wrócić... Może już niedługo. A najdalej za rok, bo chcemy żeby Jasiek do przedszkola poszedł już w Kielcach.

Co poza tym? Młody coraz fajniej chodzi do żłobka. Dziś np otworzyłam drzwi a ten puścił moją rękę i poleciał się bawić, nawet na matkę się nie oglądając. No z jednej strony to mega fajnie, nie? Bo wiem, że nie płacze i ma się dobrze. A z drugiej aż łezka się zakręciła. Bo on już taki samodzielny! 

Kurczę... chyba prawie na pewno coś jeszcze było, co chciałam napisać, ale wyleciało z łepetyny. Najwyżej będzie przy następnym wpisie. A póki co galeria Pierdosława i... do następnego :*

PS: wiem wiem! Młody śpi już w "dorosłym" łóżeczku! Na razie takim tymczasowym, ale mi ono bardzo odpowiada bo mam swobodny dostęp do Jaśka i bez problemu mogę mu np zmienić pieluchę jak on doi mleko w nocy. Bo mleko to już pijemy tylko w nocy  Ale planujemy zakup nowego, bo to jest już tak wysłużone, że szok. 

https://s9.postimg.org/gioviqprz/20180303_143550.jpg
Takie dobre mama ugotowała  (zjadł 2 dokładki  )

https://s9.postimg.org/3rapc9qan/20180306_184827.jpg
Pokój Pierdosława

https://s9.postimg.org/jcs0w9rz3/20180306_212404.jpg
Tak teraz śpię ^^

A teraz spacerowo i wiosennie:
https://s9.postimg.org/ee4ihw12n/20180311_142619.jpg

https://s9.postimg.org/ucd883vbj/20180311_143653.jpg

https://s9.postimg.org/56ca1cmcf/20180311_144123.jpg

https://s9.postimg.org/hkz21q3kv/20180311_155540.jpg
A jak chcecie trochę pocukrzyć sobie dzień, to zapraszam na filmik z Jankiem mówiącym "nie" 
https://youtu.be/YbXCZ8EXwAs

2
komentarzy
avatar
Etuś kochana, ja dostałam takie zapytanie czy chcę przejść na Kidz czy zostać na fiolecie. :-)

A Jasio śpi w dorosłym łóżku z Wami w pokoju czy osobno? :-)
avatar
Co tam u was słychać?Pozdrawiam:-)
Dodaj komentarz

No to trochę co tam u nas
Czaicie że prawie dwa miesiące nas tu nie było? A wiecie ile razy chciałam coś napisać, ale jakoś brakowało na to chwili? MIRIARD! Wreszcie stwierdziłam - nie no, tak być nie może. I oto jesteśmy  Co nieco się u nas działo przez ten czas. 

Po pierwsze rozglądamy się za kredytem mieszkaniowym. Na razie jeszcze tak wstępnie - chcemy poznać oferty różnych banków. W sumie jeszcze nie wiemy do końca ile byśmy tego kredytu chcieli. Oczywiście im mniej, tym lepiej. No ale mam kilka opcji do rozpatrzenia i od tego zależy ta kwota.
Przede wszystkim cały czas zastanawiamy się czy dom, czy mieszkanie. Szkopuł tkwi w tym taki, że mieszkanie było by w mieście, a dom poza nim. A my chcielibyśmy jeszcze w tym roku postarać się o rodzeństwo dla Jasia. No a jako, że Jarek zostaje w Wawie w delegacji, to jakoś przeraża mnie perspektywa mieszkania samej, w domu poza miastem z dwójką małych dzieci. Boję się, że mogę tego logistycznie nie ogarnąć. A będąc w mieście, zawsze wszędzie jest bliżej, miałabym rodziców i teściową pod nosem niemalże. Moi rodzice są już na emeryturze a teściowa przechodzi na nią z początkiem 2020. Z drugiej strony dom to działka, luz, brak sąsiadów za ścianą i wymarzony przeze mnie kominek. A z kolei mieszkanie to dużo mniejszy wydatek. No i koło się zamyka. Oglądaliśmy mieszkania w nowym budownictwie. Za takie jak nas interesuje, 86m2 w czym 3 pokoje plus salon z kuchnią, łazienka i balkonik chcą 475tysi. Trochę dużo :/ Rozglądamy się też ewentualnie za czymś z rynku wtórnego - zobaczymy. Jest jeszcze trzecia opcja, którą zaproponował teść. Mianowicie przejmujemy dom, w którym oni teraz mieszkają. Tylko nie wiem czy rozmawiał o tym ze swoją żoną i mamą :p No bo on w zasadzie bywa tam tylko w weekendy jak zjeżdża z Warszawy. A na miejscu jest teściowa i babcia Jarka. Jakieś rozwiązanie tam niby jest, o czym nie będę się rozpisywać. Więc wtedy czekałby nas tylko generalny remont domu. Ma on tylko jeden mankament. To jest stary dom, ze schodami prostymi jak drut, przez co bardzo nie funkcjonalny i mało bezpieczny (szczególnie dla dwójki małych dzieci). Dlatego też trzeba było by coś z tym zrobić. A że nie bardzo jest jak przebudować te schody, to trzeba by może ogarnąć dobudowanie zewnętrznej klatki... Aaaaaaa masakra ile tego. I weź tu człowieku się na coś zdecyduj... Jedno jest pewne - chcę tam wrócić.

Po drugie majówka. Prawie cały tydzień poza Warszawą - to jest to! W poniedziałek wieczorem po pracy wyjechaliśmy. Młody przespał pięknie całą drogę, po czym po przełożeniu do łóżka poszedł spać dalej. Pogoda dopisała, całe dnie na działce i na spacerach. Był grill i chill. Normalnie żyć nie umierać. W czwartek było nawet tak gorąco, że zorganizowaliśmy Jaśkowi basen  Tyyyyyyle radości. W piątek Jarek musiał pojechać do Warszawy do pracy. Wyjechał o 5 rano i o 18 był spowrotem. Ja cały dzień prawie spędziłam u rodziców. Zrobiłam mamie pazurki, poszliśmy na zakupy. W międzyczasie widziałam się też ze znajomymi ze studiów. Boże jak to fajnie zobaczyć się znowu (z jedną znajomą po 7 latach  ). Natomiast w weekend wyjechałam do Zakopca na wieczór panieński mojej Ilonki. Kurde wiecie co? Ja już chyba jestem za stara na clubbingi. Bawiłyśmy się super. Najpierw w domku a potem o 23 wyszłyśmy na podbój Morskiego Oka (taki klub na Krupówkach). Jak to w górach - ziiiiiimno w nocy było. Więc każde wyjście na fajkę zastanawiałam się, czy się nie rozchoruję (ale na szczęście nie :p ). W środku głośno tak, że człowiek własnych myśli nie słyszy. Na dodatek na początku umiejscowiłyśmy się tuż pod głośnikiem i jak wyszłam zapalić to myślałam, że ogłuchłam na jedno ucho. Bez kitu, prawie na nie nie słyszałam  Ja i kumpela (dwie matki polki) wytrzymałyśmy do 2. Trochę potem żałowałam, że wróciłyśmy wcześniej, bo reszta przy powrocie zbajerowała taksiarza i zawiózł je na samą górę Gubałówki. Aaaaaa te widoki nocą! No ale  Generalnie było bardzo spoko, wyluzowałam totalnie i chyba tego mi było trzeba.

Po trzecie - Alfie Evans. Chciałam mu poświęcić osobny wpis, ale jakoś się nie zebrałam. Śledziłam walkę tego chłopca z systemem bardzo intensywnie. Między klientkami w pracy zaglądałam w telefon i sprawdzałam, czy jest coś nowego. Z jednej strony byłam tak wkurwiona na ten cały chory system UK a z drugiej było mi go tak cholernie żal... Biedne dziecko, które widać było że tak niesamowicie walczy o życie. Że jeszcze nie jest gotowe na pożegnanie się z tym światem. Patrzyłam, jak jego przecież jeszcze bardzo młodzi rodzice walczą o niego jak lwy. Zrobiło się o nim głośno. Ale nic to nie dało. Alfie zmarł, mimo że po odłączeniu od aparatury oddychał samodzielnie przez ponad 4 dni. A miał umrzeć bez wspomagania po kwadransie. Czy to nie był jasny znak, że to dziecko chce żyć? Chcieli go zabrać do Włoch, dostał natychmiastowe obywatelstwo, szpital w Watykanie chciał opłacić leczenie i transport chłopa. A te kurwy (sorry za wyrażenie, ale dla mnie to nie są ludzie), zrobili sobie z Alfiego więźnia. Nie wypuszczą go i chuj! Nie sądzicie, że coś tu śmierdzi? I jego nagła śmierć w nocy mimo, że radził sobie tak dobrze i nic tego nie zapowiadało? Krążą plotki (a w każdej chyba jest ziarenko prawdy), że zostały podane mu w nocy leki, które zmniejszyło poziom tlenu w jego organiźmie i dziecko zmarło... Codziennie wieczorem o 21 paliła się u mnie w oknie świeczka. Modliłam się za tego malca. Jedyne co w tym wszystkim jest dobre, to to że już nie cierpi a kiedyś w niebie na pewno spotka się ze swoimi rodzicami i podziękuje im za tak heroiczną walkę. Jego pogrzeb odbędzie się 14 maja. Proszę zatrzymajcie się na chwilę i pomódlcie się za tego małego Aniołka...

Po czwarte dajcie mi kopa w dupę, żebym wreszcie ruszyła się i zaczęła coś ze sobą robić :/ Normalnie nie mogę się w sobie zebrać. A 30 czerwca wesele Ilonki. No chciałam jakoś wyglądać a znów będę wyglądać jak wieloryb  Jakoś brak mi motywacji. Nic mi się nie chce. Chyba powinnam się przebadać, czy czegoś mój organizm nie potrzebuje bo normalnie czasem czuję się jakbym miała 60 a nie 30 lat...

No dobra... po piąte już nie będzie. I tak nabazgroliłam tyle, że nie wiem czy komukolwiek będzie się chciało to przeczytać  Na koniec standardowa galeria Jaśkowych zdjęć. Całujemy Was wszystkich :*

https://s31.postimg.cc/ski4hy2e3/20180501_094520.jpg
Mały majsterkowicz
https://s31.postimg.cc/krrgpzyzv/20180502_174535.jpg
A po mieście wozimy się tak
https://s31.postimg.cc/cm9ervsrf/20180503_120337.jpg
Wycieczka ^^
https://s31.postimg.cc/6mlnnoxiz/20180504_093226.jpg
Pierdzioch
https://s31.postimg.cc/udl15u80r/20180505_195907.jpg
Na koniec pozdro od Śpiącego Rycerza za naszymi plecami

2
komentarzy
avatar
Też wsłuchiwałam się w te wiadomości... i też się zastanawialiśmy z mężem o co tak naprawdę tym "lekarzom" czy sądowi chodzi ?! I myślałam jeszcze o tym, jak trudno przeżywają to wszystko rodzice, zamiast spokojnie pożegnać się z dzieckiem, to taką traumę im zgotowano... Dziwne to wszystko!
Trzymajcie się zdrowo!
avatar
Witaj cieszę się,że się odezwałaś i że jest nowy wpis,który z miłą chęcią przeczytałam:-)
co u nas jest już w miarę ok mieliśmy wcześniej gorsze chwile(pobyt w szpitalu z chorym synkiem),Teraz walczymy z nadmiernym ulewaniem i słabym przyrostem masy ciała,lekarz podejrzewa alergię,do skontrolowania mamy jeszcze serduszko synka.Jeśli chodzi o mnie to czuję się coraz lepiej rana po cc już tak nie boli:-)
Pozdrawiamy i czekamy na kolejne wpisy:-)
Dodaj komentarz

Zmiany zmiany zmiany
Dłuuuuugo mnie nie było. Ale jak tak pomyślę, to kurczę nawet nie mam czasu siąść spokojnie na dupie a co dopiero coś napisać. No ale po kolei:
1. Jasiek
Jasiek za półtora miesiąca skończy dwa lata. I kurczę jest taki genialny że szok! Gada już jak najęty. Co prawda sporo po swojemu ale też mnóstwo rzeczy powtarza i mam wrażenie że wszystko rozumie. Ostatnio hitem jest wyrzucanie rzeczy do kosza. Zje tubkę owoca i leci i woła "kosz kosz"! Ostatnio jak byliśmy w kościele to wcinał, zjadł i patrzę leci do takiej puszki wielkiej metalowej na ofiary i woła "kosz!" Z fartem że zdążyłam go złapać Taka też sytuacja: jedziemy do żłobka, przede mną jakaś kobita nie może się zebrać na światłach, więc mówię: "no jedźże babo!" a on po mnie "babo babo!" No mega zabawne to wszystko jest, ale trzeba już uważać co się przy mnie mówi. Buntu dwulatka póki co nie doświadczyłam. Jedyne co, to protestuje głośno jak mu nie chcę czego dać, albo zabiorę mu coś czym bawić się nie może i jest wrzask pt "daj, daaaaaaaaaaj, mojeeeeeeee" Ale póki co publicznie jeszcze tego nie robi, choć w sklepie już zaczynają się wybryki jak sobie coś upatrzy a ja nie chcę tego kupić (no bo po kij mi Hallsy skoro ani Jasiek ich nie zje ani nikt? :p )
Wciąż staramy się odpieluchować, ale idzie ciężko. Jaśkowi absolutnie nie przeszkadza że ma mokro, albo lata z kupą :/ Już nie mam pomysłów. Siadamy na nocnik (w żłobku też ma swój), tłumaczymy, pokazujemy itd. Jak niosę nocnik to mówi "siusiu" po czym nie robi nic (no raz na jakiś czas). A ostatnio zrobił kupę, złapał się za pupę i woła "kupa!" Szkoda tylko że po fakcie, a nie przed :p Jakieś pomysły? Czy po prostu systematyczność i konsekwentnie do celu?
Szykujemy się więc powoli do imprezy na dwa latka. Tort chyba zamówimy z Tomkiem (tym z "Tomek i przyjaciele" bo uwielbia tą bajkę). A reszta chyba to samo co w zeszłym roku. Grill i chill na świeżym powietrzu (o ile pogoda pozwoli).
Mamy już komplet zębów. Ciuchy nosimy 92-98. Ważymy ok 15kg. Taki mój mężczyzna do kochania
2. Kielce
Przed nami chyba najważniejsza decyzja w naszym życiu (albo jedna z ważniejszych). Upatrzyliśmy sobie mieszkanie. Piękne. 3 pokoje plus salon z kuchnią. Prawie 71m2 czyli nieco większe od naszego obecnego. Co prawda salo trochę mały, ale damy radę do urządzić. Tzn salon jak salon ale trzeba tam wcisnąć kuchnię i ostatecznie wychodzi mi trochę mało miejsca roboczego na blatach, ale przeżyję. Wyspy nie wcisnę bo będę miała między nią a stołem 80cm przejścia i boję się że zagraci mi trochę. Ale wiecie co jest w tym mieszkaniu najlepsze? (poza tym, że jest w Kiecach ofc). Ponad 70m2 tarasu! No kurde! Wymarzone! Idealne! Taka nasza namiastka działki, skoro nie budujemy domu. I wszystko było by cacy. Bo nawet strony świata nam odpowiadają (południowy-wschód). Tylko że okazało się, że na drodze do cudownego widoku którego się spodziewaliśmy, stoi blok. Który jest równy z naszym. Tzn będzie bo nasz ma na razie 1 piętro. No i się wahamy. Babka z biura mega sympatyczna. Powiedziała że przytrzyma nam na rezerwacji ustnej to mieszkanie przez 2 tygodnie i da nam znać jakby ktoś się nim poważnie zainteresował. Lokalizacja jest genialna (blisko Zalew Kielecki, Dolina Silnicy - więc miejsca spacerowe, place zabaw, bardzo blisko buduje się galeria handlowa, no i najważniejsze, mniej więcej w połowie drogi do jednych i drugich dziadków ). Ja jestem zdecydowana na 95%. Jarek na 70%. Chyba weźmiemy. No ale to nie mały kredyt itd... Boję się jak cholera, a jednocześnie czuję, że to będzie mój dom. Wreszcie w mieście które kocham i za którym strasznie tęsknię. Aaaaa doradźcie coś
3. Rodzeństwo dla Jaśka
Tak! Odstawiłam tabletki, zaczynam nowy cykl (okres od wczoraj) i startujemy ze staraniami o rodzeństwo dla Jaśka Ciekawe czy pójdzie tak jak z Jasiem (2 cykl z Clo) czy dłużej. W każdym razie czujemy, że to jest ten moment co by sprawić sobie drugiego bobasa. Po macierzyńskim szukałabym już pracy w Kielcach a później coś swojego Marzy nam się dziewczynka, ale co Bóg da będzie dobrze, byle zdrowe
4. I cała reszta
Tydzień temu bawiliśmy się na weselu u mojej Ilonki. Boże jak ona pięknie wyglądała! Znam ją całe moje życie. Ryczałam jak bóbr w kościele (chyba bardziej niż na swoim ślubie :p ). Na weselu bawiliśmy się mega. Gdyby nie wizja wczesnego wstania to zostalibyśmy dłużej. Wygrałam wódeczkę w konkursie Miałam przewagę, bo trzeba było przynosić różne części męskiej garderoby a mieliśmy stół najbliżej parkietu i Jarek był blisko :p na koniec jeszcze trzeba było przynieść kieliszek wódki, a że mój stał polany od 2h (piłam drinki) to ciepła wódka jest fuuuuuj. No a po tej wódce trzeba było przynieść banana i go zjeść. Połknęłam go w dwóch kawałkach i w połączeniu z tą wódką myślałam że zwrócę Ale wytrwałam!
A poza tym szara rzeczywistość. Sprzątanie, pranie, praca i takie tam. Już nie mogę się doczekać aż podejmiemy tą decyzję i wyjadę stąd wpizdu.

A na koniec oczywiście galeria Jaśkowych fotek. Mój przystojniak
https://s8.postimg.cc/pyunyujt1/20180617_164843.jpg
Mój mężczyzna
https://s8.postimg.cc/jmfioi15x/20180618_172954.jpg
Prezent na Dzień Ojca
https://s8.postimg.cc/fq26skdmd/20180621_184020.jpg
Wcinamy lody!
https://s8.postimg.cc/65ik5vbhh/20180703_175123.jpg
Wariaty
https://s8.postimg.cc/6i9yc3r79/20180706_191919.jpg
Wcinamy pizzę
https://s8.postimg.cc/cvz1fdyo5/20180708_102933.jpg
I moje ukochane Kielce
https://s8.postimg.cc/y6wljd6f9/received_2229191200431146.jpg
A na koniec selfiaczek z moją Ilonką, najpiększniejszą Panną Młodą

1
komentarzy
avatar
witaj:-)
trzymam mocno kciuki za staranka oby były owocne:-)
Co do mieszkania pewnie miałabym jakieś obawy związane z kredytem bo wiadomo że to nie jest pożyczka na rok czy dwa a na dużo dłużej,no ale z drugiej strony,kredyt kiedyś się spłaci a mieszkanie będzie wasze później waszych dzieci.Ja bym brała,fajnie jest mieć swój własny kąt,swoje miejsce na ziemi:-)
Pozdrawiam i czekam na kolejny wpis:-)
Dodaj komentarz

2 latka Jasia

Tak. Nasz mały Pierdzioch już nie jest taki mały. 26 sierpnia skończył 2 latka! Sama zastanawiam się gdzie ten czas uciekł tak szybko. Przecież dopiero co się urodził! Dopiero co leżał na macie i machał łapkami i syrkami próbując dosięgnąć do zawieszonych zabawek. Potem ledwo co mrugnęłam oczami a zaczął raczkować, stawiać pierwsze kroki, mówić pierwsze słowa... A teraz? 
Teraz biega jak postrzelony nie zważając czy na coś wpadnie czy nie. 
Gada jak najęty. Powtorzy praktycznie kazde słowo, mniej lub bardziej zrozumiale. Składa proste zdania typy: "mama, patrz auto!" 
Pyskuje. 
Prawie odpieluchowany.
Jest naszym największym szczęściem jakie nam się przytrafiło...
I wiecie co? Zaczynamy starania o rodzeństwo dla niego Uważamy że to będzie idealna różnica wieku. Ok 3 lat zdążyłam już trochę odespać (czyżby?), a z drugiej strony nie wyskoczyłam jeszcze do końca z pieluch to nie będzie mi tak ciężko wrócić.
Byłam już u mojej gin. Przepisała wszystko to co było potrzebne przy staraniach o Jaśka. Czekam tylko na nowy cykl i... niech się dzieje wola nieba 
Zastanawiam się nad abonamentem na Ovu bo tam ładnie wszystko było w jednym miejscu. Tylko czy warto? A może Wy macie jakieś fajne, sprawdzone aplikacje, gdzie wszystko można notować (temperaturę, śluz, zażywane leki i jakieś tam inne objawy). Podrzućcie plz.

Łapcie na koniec parę Jasiowych fotek.

https://s33.postimg.cc/v0s0fd2bz/20180819_155718.jpg

https://s33.postimg.cc/ppd3uqnzz/20180815_150232.jpg

https://s33.postimg.cc/bk7asf73j/received_686588078381843.jpg

https://s33.postimg.cc/pqn1o52of/20180809_133700_007.jpg

https://s33.postimg.cc/sm04unr5b/20180906_150827.jpg
PS: wygoliłam bok 

Ten post taki typowy Jaśkowy (urodzinowy) a więcej co u nas postaram się napisać we wtorek bo mam wolne od pracy. Jak minęły wakacje (już wrzesień sic!), jakie postępy przeprowadzkowe i takie tam. Wyparujcie

2
komentarzy
avatar
Ależ Jasiek już duży mężczyzna
My świętujemy 2 latka 7 października

Zazdroszczę, u Nas zamiast rodzina się powiększać to pomniejszyła się o męża i tatę
Pół roku temu zostałam sama z dziećmi
Ale lepiej tak, jak żyć w zakłamanym związku bez przyszłości

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś znajdę kogoś bardziej odpowiedzialnego i pojawi się jeszcze jedna dzidzia, bo też bym chciała

A Wam życzę powodzenia w staraniach
avatar
Korzystam z takiej aplikacji Kalendarz Miesiączki z takim notesem z kwiatkiem w ikonie i wszystko tam można zaznaczać. Tylko ja korzystam w celu uniknięcia ciąży ; D 3 latka to już idealny czas na rodzeństwo, dobrze, że nie mniejsza różnica, bo jest ciężko : ) powodzenia : * fryzura super, też tak kiedyś obcinałam
Dodaj komentarz
avatar
{text}