avatar

tytuł: BABY BOOM-synek :)

autor: maxi

Wstęp

about me

O mnie:

about me

Jestem/chciała bym być mamą:

Cos czuje,ze bede podobna mama do swojej,czyli troskliwa,strachliwa panikara,zakochana w swoim ROBACZKU...chodz wolalabym byc troche bardziej konsekwentna i wymagajaca.....ja bylam krolewna sniezka w swoim domu i nie wiem,czy to bylo najlepszym rozwiazaniem...ale krytykowac jest latwo....a gorzej cos zrobic dobrze...jako,ze nie mam najlagodniejszego charaktery moje dziecko tez pewnie bedzie mialo jakies ´´ale´´ do mnie...mam nadzieje,ze tych ALE nie bedzie wiele....moj maz bedzie musiala troche nadrabiac za mnie wyrozumialoscia....

about me

Moje dzieci:

about me

Moje emocje:

luna park..

hej dziewczyny, brakuje mi was!!!
wpadlam w polski kierat...wszystko w biegu. w pracy kongo, maly oczywiscie chory, dzis mialam 1 wizyte z dzieckiem w pomocy doraznej...maz znudzony ulopem wychowawczym....
a ja...praca, dom, kolezanki, imprezy.studia (gosia u nas tez po łepkach i byle jak, mi to tez odpowiada bo tez chcę tylko papier, ale się nie nudzę, bo to zupełnie inna bajka dla mnie niz do tej pory) jestem zadowolona...  mawet sytuacja mieszkaniowa sie wyjasnia,bo nasza sąsiadka (z tej samej klatki) nie chce wynajmowac mieszkania, ale sama jest daleko i udostepni je nam (mojej mamie) za czynsz i rachunki....alleluja, spadla nam z nieba...bedziemy blisko z rodzicami a osobno! udaje sie! 
w lutym moj maz chce leciec do australi, tak bilety sa drogie, ale w lutym jesl ślub najmłodszej sisotry, i jedyn brat musi byc! nie wnikajcie, ale tak w indiach jest (to tylko kolezanki z fejsbookowej grupy zwiazki polsko indyjskie zrozumiej  ) no wiec brat leci, a ze (prowdopodobnie ) dostanie wize na 3 miesiace ma odrobic koszty wyjazdu...a niech jedzie, bo mi tu marudzi, i nudzi sie jak mops, wiec niech ma...  ja tez bede miec spokoj, bo teraz ciagle ma pretensje, ze mnie nie ma w domu a nie daj bog jeszcze pojde na kawe do kolezanki, to nie chcecie wiedziec ile sie musze nasluchac...niektorzy to nawet sie smieja, ze mam areszt domowy, bo juz sam fakt ze musze zostac w pracy dluzej,albo, ze znowu mam ten zjazd....jakbym chodzila na plaze na całe dnie...wywoluje w moim mezu jakies dziwne marszczenie twarzy...

1
komentarzy
avatar
Odżyłaś słonko. I patrz nawet na brak słońca nie narzekasz. Tylko mąż Ci się marszczy, może tylko tęskni
Dodaj komentarz

Och...maly w szpitalu,nabawil sie paskudnej anginy...ach, ta koncowka roku jest niesamowicie intensywna...stary cos marudzi ze powinnismy robic drugie dziecko..hmm bez komentarza na najblizszy rok to zostawiam....
Sylwestra moze zrobie juz u siebie.. ale najpierw musze sie wydostac ze szpitala...nie jet zle, chodz nerwy byly bo malego zlapal bol brzucha po antybiotyku,ale pielegniarki super mile,swietlic tetni zyciem (te dzieciaki sa chore w ogole?) A ja poogladam troche tv i nadrabiam plotki z hiszpanii... tesknie?hmm nie bardzo

4
komentarzy
avatar
Duzo zdrowka dla synka! Maxi fajnie ze wszystko powoli uklada sie po twojej mysli
avatar
Mam na mysli praca studia mieszkanie
avatar
OJ Kochana zdrówka dla Was!
avatar
coś kompletnie nieprawdopodobne wydaje mi się teraz u Was 2 dzieko, widze wiatr w żaglach i duży apetyt na życie
Dodaj komentarz

dziewczyny, mam nadzieje, ze swięta mineły wam w miarę spokojnie..
 u nas ok, zbieram się do przeprowadzki, dziś mam zamiar trzymać klucz od ''ciasne, ale własne'' w ręku.
Mały wyszedł ze szpitala i na razie wszystko ok, okazuje się, że ma wrażliwy żoładek i niestety ale antybiotyk doustnie powodował bóle brzuch i wymioty...biedny nacierpiał się bardzo...wiem,że dzieci przechodzą różne cyrki w szpitalu, ale matkę zawsze boli serce jak dziecko placze, chodzby to byla igla i strzykawka tylko..
mąż czeka na wize do australii....albo na prace, jest szansa, że po świętach idzie do fajnej pracy, trzymajcie w kciuki, chodz...co będzie to będzie...  strama sie jak mogę być otwarta, bez planów, nawet na pół roku...po prostu chcę robić swoje i zyc dniem dzisiejszym, łapac szanse w  chwili w ktorej się pojawiają, a nie bujać w obłokach jak to mialam w zwyczaju...
więc  nie nastawiam się na nic w szczególnosci...chcę tylko ułożyc sobie podstawowe sprawy, praca,mieszkanie....

0
Dodaj komentarz

widze, ze belly odchodzi w zapomnienie, szkoda...kawał zycia....
zaczelam ten pamietnik 5 lat temu...tyle sie zmienilo...ale ostatnie 3 miesiace to prawdziwy roller coster
pazdziernik- przeprowadzka do polski
listopad - nowa praca, studia  podyplomowe i masa spraw urzędowych
grudzien- choroba dziecka i plany mieszkaniowe, ktore nie wypalily, nawał w pracy
styczen- maz dostal prace...dostal tez wize do australii (zycie to znowu sztuka wyboru-zostaje w pl) maly znowu choruje, znowu nawał w pracy
ja milam chodzic na dkf i cieszyc się urokami miasta  na nic nie mam czasu...ale jest mimo wszystko jakas pozytywna energia  wierzę w przyszłosc...

2
komentarzy
avatar
hej jestem chociaż też z doskoku. Fajnie Cię "widzieć". Czyli mąż jednak wybrał polskę a nie australię. To lepiej dla was, a na pewno dla małego. Łączę się w bólu z braku czasu na dkfy, Matki pracujące to jednak jakaś osobna kasta, na nic nie mam czasu. A myślę że przy jedynakach jeszcze bardziej go brak. Ja się cały czas bawię np w chowanego albo ciuciubabkę
avatar
Nie mogę się przyzwyczaić że tutaj są pamiętniki, wchodzę na belly i szukam, zapominam że teraz mamuśki się przeniosły. Cieszę się że u Ciebie tyle pozytywów. Wrzuć jakieś zdjęcie małego przystojniaka . Uściski dla Was i cały czas pamiętam, że muszę Cię złapać jak będę w Koszalinie w odwiedzinach . Może uda sie na wiosnę
Dodaj komentarz

Puk, Puk
Moje drogie....nie wiem  czy ktoś z mojej ekipy jeszcze to przeczyta...lata mijają, nasze drogi się rozchodzą....to normalne, nie ma co płakać, uroki życia
Mija już rok od kiedy mieszkam w Polsce. Jest ok, jest dobrze, nie żałuję ani przez chwilę....no może czasami, kiedy Gabryś pyta kiedy polecimy do naszego domku tak daleko daleko samolotem polecimy, ale tylko w odwiedziny, już niebawem bo za miesiąc. 
Ja żyję w naszej ojczystej gonitwie....no hiszpański luz to nie jest , ale tam w końcu wiecznie marudziłam, a tu czuję sens, energię. Mam pracę, studia podyplomowe (już niedługo kończę mam nadzieję) mam pracownie, znowu maluję....to mnie uskrzydla, mam rodzinę na miejscu, koleżanki , przyjaciół, kupiliśmy mieszkanie, co prawda jeszcze nie docelowe, coś tam kombinujemy jako że żyję w mieście oduczyłam się jeździć samochodem i jestem eko  
dużo się dzieję a w święta nadrabiam zaległości filmowe i naukowe  
czy może być lepiej?
czy jest sens pakować się w kolejne dziecko? czy to nie jest irracjonalne? powiem wam, że ochota mi mocno przeszła, natomiast jakaś tam myśl się jeszcze tli...mam 36 lat....nie ma zbyt dużo czasu na rozmyślania, do tego opuściła mnie młodzieńcza wiara, że wszystko będzie super ekstra....a jeśli stawiając tą kropkę nad '' i '' wszystko spieprzę... czy spotka mnie kara za bycie zbyt pazerną?
Może lepiej zająć się pracą, remontami, wycieczką do np....Argentyny....w to też trzeba włożyć masę energii, a pamiętacie, że mój mąż to wieczny nastolatek, rodzice się starzeją...czy ja to udźwignę? 
Ale w wyobraźni widzę jeszcze swoją córkę, Romę....

6
komentarzy
avatar
Ech, ale szmat czasu. Mój mały w marcu będzie miał 4 lata, wiec by się zgadzało. Po tych wszystkich roszadach belly - kidzcośtam wiele osób się pożegnało inne wcześniej inne trochę później. Ale na pewno miało to negatywny wpływ na pewne relacje.
Tak jak mówisz, czas robi swoje i to nic dziwnego że drogi się rozchodzą, ale mi i tak z tego powodu "kręci" się łezka w oku. Rzadko sama coś piszę, ale to był taki mały rytuał czytanie, co się dzieje u pamietnikowych koleżanek. Pozdrawiam i miło jest to do. Iebie wracać
avatar
Fajnie że wpadłaś na chwilę. Ja też już nic właściwie tu nie robię poza jednym forum i sprawdzaniem powiadomień jak ktoś ze starej gwardii zrobi wpis w pamiętniku raz na kilka mcy ( z wyjątkiem Michaeli, bo ostatnio się uaktywniła). Mimo to myślę o Was czasami. Pozdrawiam Szpilka.
avatar
Cześć maxi Zobaczyłam komentarz u mnie i pomyślałamm że może też coś napisałaś. Przedarłam się przez to chorerne kidzfriendz... cieszę się bardzo, że w Polsce Wam lepiej, ze jakoś puzzle bardziej pasują, świat współpracuje ) A skoro znów malujesz to musi być dobrze I niech będzie.
avatar
Też rzadko zaglądam ale nie usuwam konta bo jeszcze liczę że starzy pisarze coś napiszą
Fajnie ze zrobiłaś wpis
A jsk mąż w Polsce się odnalazł?
avatar
Cześć! Fajnie że się odezwałaś. Zobaczylam powiadomienie na poczcie i miałam nadzieję, że to ktoś ze starej gwardii. Cieszę się, że u was ok. Napisz jeszcze jak mąż Staraj się o drugie! To rewelacja, kiedy uwaga rodziców nie spoczywa na jednym! Ja wciąż marzę o trzecim i to marzenie się oddala, bo mąż jest cały czas na nie ;/ Ech...
avatar
Gosiu może też coś skrobniesz. Jak mąż? Jak praca?
Dodaj komentarz

a no mój mąż ma się dobrze, i choć wiem, że tęskni za Hiszpanią, że wolał tam, bo mniej zwracał uwagę na ulicach, to widzi, że mnie tu lepiej i został rezydentem polski, mieliśmy trochę załatwiania z papierami, ale już to przechodziliśmy w spain, więc jako stare wygi poradziliśmy sobie, już nie pamiętam nawet całej akcji...mój mąż ma prace, nawet już drugą, zdążył zmienić, zarabia przyzwoicie według mnie, i myślę, że dobrze sobie radzi, zwłaszcza nie znając polskiego, ale jako kucharz w branży gastronomicznej każdy z pracowników był w Anglii, więc  poligloci sami choć mój mąż co raz więcej po polsku rozumie i już nie mogę tak bezkarnie gadać co mi się podoba w jego obecności, zwłaszcza też że mam małego szpiega tłumacza który ojcu wszystko wypapla co mama powiedziała.

Gabi chodzi do polskiego przedszkola  już drugi rok, zaklimatyzował się, przestał chorować,jest bardzo towarzyski i bardzo lubiany, i choć dużo się nauczył po polsku, to jednak wśród rówieśników trochę odbiega z mową....jednak pierwsze 3 lata spędził za granicą...niby nic, niby był malutki, ale jednak....zasób słownictwa ma mniejszy...dalej nadrabia zaległości, wiem ze nadrobi, po angielsku tez sobie radzi całkiem nieźle trzeba przyznać jest dwujęzyczny….natomiast chce wam pokazać jak bardzo zmiana kraju wpływa na rozwój mowy....rodzice, którzy biorą dzieci i jada, myślą, że dziecko złapie język w mig.....no właśnie nie do końca i nie każde, nawet jeśli rodzicom wydaje się, że dziecko mówi świetnie, to jednak będzie odbiegać z poziomem języka od rówieśników...i rodzic tego nie jest w stanie zauważyć, bo sam zna język gorzej niż dziecko....ja potrafię wyłapać,że mój syn ma problem z językiem polskim, ale będąc gdzieś indziej mogłabym już tego nie wyczuć...także jeśli ktoś planuje wyjazd miejcie na uwadze....że nie każde dziecko, a właściwie mniejszość jest w stanie się przestawić tak na dobre, mój miał tylko 3 lata a widać wyraźne różnice, a co dopiero jak dziecko ma lat np. 7...
ps. mój mąż chce drugie dziecko....ja....hmmm może za rok

1
komentarzy
avatar
Mój mąż chce trzecie hmm może w wakacje pomysle
Dodaj komentarz

od października...zaczynam starania...chyba...

2
komentarzy
avatar
Dasz sobie radę A tak poza tym - napisz co tam porabiacie - ciekawska sroka jestem w tym momencie, a skoro odnalazłaś się na moment, skrobnij coś więcej Pozdrawiam
avatar
Witaj rzadko tu zagladam bo malo kto pisze ale milo cie uslyszec ile lat ma teraz twoj synek? Jak zycie po przeprowadzce? Ja mam dwoch synkow I ciesze sie ze mam ich dwoje ale czasem jestem zmeczona a czasem jak na skrzydlach wszystko ogarniam. Macierzynstwo powodzenia
Dodaj komentarz
avatar
{text}