avatar

tytuł: Się dopchałam o swoje miejsce w kolejce po dziecko...

autor: kalitria

Wstęp

about me

O mnie:

about me

Jestem/chciała bym być mamą:

Ogólnie jestem jak to moje przyszywane córki mówią „kukunamuniu” i taką chciałabym być też mamą. Mimo wieku, mam nadal fiu bździu w głowie: maluje wąsy gaszkowi jak śpi, rzucam w niego brudnymi skarpetami, z dziewczynkami pompujemy wodą balony i rozbijamy je na sobie, a ze zrobionych z tatą łuków strzelamy do kotów (już do tego przywykły, nie strzelamy do nich na amen, tylko je straszymy). Mam nadzieję, że nasz skorpionek będzie wybuchową mieszanką mamy i taty. Po tacie może odziedziczyć inteligencję, oczy, i gadkę na którą poleci każda babeczka albo złapie się każdy koleś, a po mamie niech ma zalotny uśmiech, zgrabną figurkę, polskie cwaniactwo i inżynierstwo, nie zapominając o kukunamuniu.

about me

Moje dzieci:

about me

Moje emocje:

Dziwne, nie dziwne, ale nie dotarło jeszcze to do mnie, że będę mamą. Przez tyle miesięcy starań zaczęłam wierzyć, że nigdy nie będę miała dzieci, że ta „przyjemność” nie jest dla mnie, że ja powinnam skupić się na czymś innym w życiu. Mój gaszek ma już 2 córki z 1wszego małżeństwa, więc tak jakbym już miała kim się zająć i kogo uczyć cwaniactwa. Cieszę się niezmiernie, że dostałam od Boga tą szansę i wykorzystam ją najlepiej jak umiem, sprawiając że będzie ze mnie dumny każdego dnia. Na tą chwilę emocję są nie do opisania, ale to dlatego że jeszcze w to do końca uwierzyć nie mogę... -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 20 luty 2014

Przyszło.
Z samiutkich Chin.
Uratuje życie Antenki.
No może tylko kilkadziesiąt potencjalnych guzów, ale zawsze coś, nie?

http://images78.fotosik.pl/359/e0e9abaf1e36c43emed.jpg

Jeszcze jakiś ochraniacz na nos, brodę, nakolanniki, nałokietniki, nadupnik, gogle i rękawice bokserskie.
Byle nauczyła sie stabilnie chodzić.

12
komentarzy
avatar
mina bezcenna!
avatar
Dobre!
avatar
Ale mina....hehehe-"matko chyba mnie nie kochasz!" Normalnie nie moge,hehe
avatar
Antenka jest mega urocza
avatar
He he... Wygląda jak majtki dla wojownika sumo :-P
avatar
chyba nie za bardzo zadowolona z tego ochraniacza, patrzac na jej mine
avatar
"Matka coś Ty znowu wymyśliła?! :| "
avatar
no nie mogę!!! serio? ;D
avatar
Ni eiwem co napisac, bo mi nie wyswietla zdjecia, w kazdym razie goraco pozdrawiam
avatar
Mamy taki sam ))))))
avatar
no szczęśliwa to ona nie jest
mój by to na głowie miał jakieś trzy sekundy w porywach do czterech, i poszłoby do szafy obok ronda kąpielowego
avatar
Mina pt."...kiedys sie za to zemszcze..." ;-)
Dodaj komentarz

Ach to rodzeństwo. Drugie się jeszcze nie urodziło a już mendy małe synchronizują się w denerwowaniu mamy. Oba się obudziły o 4 nad ranem i zasnąć nie chciały. Antenka swoje wokół osi, Sotiris swoje. Efektem czego jestem dziś wyjątkowo do dupy, rozlazła, rozkojarzona, rozmemłana i do kupy zebrać się nie mogę. W ogole ostatnio mieliśmy dość intensywne tygodnie, bo przyleciała czwórca z Polski na zimowe ferie. Mama chrzestna Antenki ze swoim synem - moim chrześniakiem, mężem i córką. Przylecieli na mój idiotyczny pomysł zrobienia im prezentu świątecznego. Bilety były w śmiesznej cenie więc stwierdziłam, że skoro mam wydać podobną kasę na prezenty online, równie dobrze mogę im sprawić bilety na Cypr. Oooooo jaka ja naiwna byłam, ho ho ho. Do biletów nie dodałam potencjalnego mandatu, który dostałam już w 1wszy dzień odbierając ich z lotniska, nie doliczyłam dodatkowych kosztów np. za prąd, wodę, jedzenia oraz wypadów na 'lody i kawe', oraz zszarganych nerwów po obu stronach bo jednak żyć razem pod jednym dachem na weekend to jedna sprawa, a przez 2 tygodnie to już zupełnie inna. Gaszek tylko kiwał głową nie mówiąc nic. Okazało bowiem się, że jestem wyjątkowo czepialska, skąpa, nakazująca, zakazująca, nieciepliwa i niewyrozumiała. Dla rodziców mojego 8 letniego chrześniaka normą jest, żeby karmić go 6 parówkami na śniadanie, po uprzednim wypiciu puszki 7up'a, zagryzając śniadanie deserem czekoladowym, pijąc do tego nestea, nie jedząc obiadu bo jest najedzony, po czym robiąc mu kolejne parówki bo coć by przekąsił, pożerając paczkę czipsów i litr budyniu truskawkowego. Do tego beka specjalnie, pierdzi dla rozbawienia towarzystwa, nie myje rąk po wysikaniu się o zębach nie wspominając, gra na tel między pożeraniem parówek, a najgorsze chyba były te jego komentarze: nie bardzo lubię tą zupę bo jest za pieprzna, ten sos jest za pomidorowy, placki byłyby lepsze z cukrem, a herbata jakaś jest dziwna bo niepolska - wszystko powtarzane po kilka razy (min z 5) tak jakby słuchacz miał być niedosłyszący albo upośledzony. Dodatkowo straszył Antenkę wydzierając jej się prosto w twarz, nie słuchał się rodziców, nie regował na prośby, ciągle miał coś do powiedzenia i zawsze zaczynało się od 'nieprawda' i dalej wymyśloną swoją teorią, do tego latał po domu od rana do wieczora jak perszing, próbując spalić ilość cukru zawartego w spożytych, o przepraszam - pożartych produktach. Gaszek tylko kiwał głową nie mówiąc nic...

Czy ja jestem inna?
Czy ja jestem staroświecka?
Czy ja za dużo wymagam?
Czy jestem już na to za stara?
Czy rzeczywiście chłopcy tacy powinni być?
Czy jeśli dziecko ma apetyt to niech je te 6 parówek, czipsy, colę, lody, czekoladę i nestea?
Czy skoro 8 lat nie myło rąk po sikaniu to już nie ma co go uczyć?

Nie wiem co myśleć. Ostatnie 2 tygodnie zrujnowały mnie psychicznie. Walczyłam z chrześniakiem w pierwszym tygodniu. Tłumaczyłam, wyjaśniałam, uczyłam. Rodzice w tym czasie dolewali mu coli, słodzili placki i pozwalali na czipsy po 22:00. Wiedziałam, że po powrocie do Polski zjedzą wszyscy 3 kg parówek zapijając nestea a na obiad zamawiając pizze. A wieczorem zaczną między sobą rozmawiać i cieszyć się że 2 tyg wczasów już się skończyły.

Przykro mi. Bo widzę że mają problemy, których nie widzą. Są rzeczy o których nie piszę bo nie ma sensu. Wiem, że ja wiem, ale oni tego nie widzą, nie wiedzą, nie chcą wiedzieć? Gaszek tylko kiwał głową nie mówiąc nic. Można żyć inaczej! Dzieci mogą się słuchać rodziców, mogą być szczupłe, rozważne, mądre! To nie kwestia przypadku, tylko wychowania!!! Więc jeśli kiedykolwiek jakakolwiek matka powie mi 'wychowałam swoje dzieci więc wiem jak to robić' dostanie ode mnie między oczy albo gdy usłyszę 'mam czwórkę swoich wiem lepiej' to dostanie kopala w dupe. Nikt nie dotknie Antenki ani Sotirisa nigdy więcej (pamietacie tą babe co mi dziecko karmiła w 6 miesiącu bo Antenka już powinna żuć? Do tej pory sobie nie mogę wybaczyć że nic wtedy nie zrobiłam). Nikt mi nie powie jak wychowywać moje dzieci. Tak jak pewnie oni wcale nie chcieli żebym starała im się wychować syna mimo że to mój chrześniak. Nie powinnam była. Gaszek tylko kiwał głową nie mówiąc nic.

Jak to się stało, że my się za chrzestnych wybrali nawzajem???

12
komentarzy
avatar
Kalitria, wspolczuje nerwow! I zgadzam sie w 100% co do wychowania... to jest niesamowicie wazne! wkurza mnie kiedy pozwala sie dzieciom na robienie co im sie podoba, bo "to tylko dzieci" - one przeciez sie ucza jak wyglada swiat i jakie sa jego prawa. Jak sie na cos pozwala to nie mozna liczyc ze dziecko samo w pewnym momencie dojdzie do tego, ze jego zachowanie jest nieodpowiednie. A kiedy w koncu zacznie mu sie zwracac uwage to czesto niestety okazuje sie, ze jest za pozno, bo przeciez od zawsze tak robilo i wolno bylo :/ I po zawodach. Jestem konserwatywna w tych kwestiach and I love it ;D a teraz zycze Ci duzo spokoju na reszte ciazy! :-)
avatar
hmmm w 2 tyg. i tak byś nic nie wskórała, nawet jesli miałabyś poparcie rodziców, ale ale... zauważ, że dla nich ten wyjazd był jak wakacje, dzieciom pozwala się na więcej poza domem, aby i sobie nie psuć urlopu zrzędzeniem, upominaniem itp. U nas np. jak jedziemy na ferie do babci, to nie pilnuję o której Starszy chodzi spać i o której wstaje, bo ma wolne od szkoły. Pozwalam mu też jeść więcej słodyczy (dziadkowie) i brudzić się bezkarnie na podwórku. W domu jest jednak większa dyscyplina, określone godziny spania itp. Myślę, że aby poznać prawdę o tej rodzinie, trzeba by było z nimi spędzić normalne dwa tygodnie w ich domu. Ciesz się, że pojechali - już wiesz czego nie robić na przyszłość
avatar
Taka sytuacja ostatnio. Mama dwóch córek, wydawałoby się dość ogarnięta i niegłupia kobieta wraca z zakupami. /to tamto owo i wielka (3L?) butla coli. Myślę sobie - dobra, może przy takich dwóch żywiołowych dziewczynach potrzebuje czasem czegoś na dodanie sobie energii? No i napiła się sama plus nalała w szklankę starszej córce (4-5 lat). No dobra, myślę, nie odzywam się - w końcu jako dzieciaki też żeśmy rodziców o colę napastowali, więc okazjonalnie cola była. A potem... coli dostała młodsza córka (troszkę więej niż rok ma). W butelkę ze smoczkiem.... Tak mnie zamurowało, że pojęcia nie miałam co powiedzieć i jak zareagować. Nie moje dziecko więc nie wtrącam się, ale cola pita przez smoczek po prostu mnie rozwaliła. Także... nie, nie jesteś dziwna, albo obie jesteśmy.
avatar
też mnie ostatnio zatkało jak zobaczyłam roczne dziecko jedzące twixa
avatar
choć wcale jakaś święta pod tym względem nie jestem i nie żywię siebie ani Gajki tylko eco produktami. No ale bez przesady, może mi wyć i się rzucać na podłogę ale coli nie dostanie za skarby.
avatar
Nie jesteś inna, ani staroświecka, ani za stara, ani nie masz wygórowanych wymagań Pamiętam jak małż mój dowcipnie zwrócil uwagę swojej sześcioletniej siostrzenicy, że kiedy pierdnie, to powinma powiedzieć przepraszam, to i szwagierka i teściowa moja tak go zrugały, że myślałam, że zdębieję. I jeszcze dowiedziałam się, że bąki sześciolatka pachną! Kurcze, istotnie “pachną”, ale raczej nie fiołkami… A teraz ta sześciolatka wyrosła na zupełnie zdolną pannicę, ale o matce swojej mówi wprost, przy ludziach, że jest "stara." Takie wychowanie...
avatar
O jezusie jak ja nie lubię dzieci. I jak to się do cholery stało, że mam własne?
avatar
O jezusieńku.... Wiem,ze nie powinno sie wywlekać brudów ale jakbys normalnie napisała o Syny mojego męża :| wychowanym w większości przez babcie ktora twierdzi,ze dziecka juz od najmłodszych lat nie powinno sie strofować, bo trzeba mu pozwolić byc sobą. Boje sie,ze będzie próbowała "wychowywać" tak mojego syna, ze będzie faszerowała go chipsami i bajkami z cartoon network...
avatar
O jak dobrze ze juz wyjechali Ty im juz nie pomozesz, lepiej o tym nie mysl, szkoda nerwow.
avatar
Też raz widziałam malucha w wózku któremu do butelki czy niekapka laska nalała czegoś w stylu hop cola. "Patologia" pomyślałam sobie. No to teraz widzę, że nie patologia też takie rzeczy robi O.o
Cóż, nie nasze dzieci, w sumie za dużo zrobić się nie da. Ale mnie też aż skręca jak widzę, że ktoś robi coś, co według mnie jest krzywdzące dla dziecka, ale raczej nic nie mówię, bo przecież i tak nikt nie posłucha :/ Ale czasem mam wrażenie, że powinno się zdawać egzamin na bycie rodzicem
avatar
A w ogóle to jaki gaszek? Nie pan mąż?
avatar
Ja w takich sytuacjach się cieszę, że mieszkamy z daleka od dziadków.... i zgadzam się z powyższymi komentarzami. Ciężko nauczyć, zwrócić uwagę, bezczynnie patrzeć. A goście na dwa tygodnie to też sporo. Jak to mawiał mój wujek "gość jak ryba - po trzech dniach zaczyna śmierdzieć" dobrze, że już po wszystkim
Dodaj komentarz

No dobra. Byłam u lekarza państwowego, a ten na dzień dobry że za dużo ważę, żeby przestać jeść, że tak nie można bo w ciąży tyje się do 12 kg, a a ja mam na początku 6 miesiąca już 11. Bardzo chamsko wybuchnęłam śmiechem w gabinecie (wspomnę, że państwowo chodzę tylko po to żeby w miarę tanio robić badania krwi i zobaczyć dodatkowo dziecko na usg. W ciąży z Antenką powiedzieli mi, że na pewno mam cukrzycę ciążową, bo jestem gruba, a mój dziwny kształt brzucha był powodem niezdiagnozowanej nigdy problematycznej genetycznie macicy. I wszystko to na moje oczy, nie na wyniki krwi bądź wywiad z pacjentem. Wszystko było oczywiście wielką bujdą. Od tamej pory są dla mnie wytłumaczeniem istnienia szpitali prywatnych i wiarą w lekarza prywatnego). Wybuchnęłam śmiechem, bo wydało mi się to gadnie idiotycznie głupie! Nie jestem ani gruba, ani otyła, ani nie chodzę jak kaczka! Ok, przytyłam 11 kg, ale na milość boską, zachodząc w ciążę ważyłam niecałe 50kg, wyglądałam jak wypłoszone dziecko z bliskiego wschodu, nie miałam dupy, ani cyca, między nogami pies z budą mógł przebiec, jadłam może raz na tydzień. Teraz wyglądam jak normalna kobieta z wagą 61kg, z widocznym ciążowym brzuchem. Palant spojrzał nie na mnie tylko w kartę ciąży i wywnioskował z wagi zakaz dalszego jedzenia. A na dowidzenia powiedział, że oczekujemy dziewczynki. No do ch*ja!!! Spojrzał na jaja Sotirisa i powiedział, że będziemy mieli kolejną córkę!!! Gaszek mój wybiegł z gabinetu z płaczem...

Ze szpitala pojechaliśmy prosto do mojego ulubionego doktóra. Oszukałam go lekko, że źle się czuję, żeby zrobił mi usg bo dziecko nie za bardzo kopie. Potwierdził siusiaka... Gaszek po nocach płacze w poduszke nie wiedząc komu wierzyć...

2 tygodnie później, na usg połówkowym inna pani doktór (prywatna) potwierdziła syna (gaszek znowu w płacz), a na moje pytanie czy jestem za gruba powiedziała że absolutnie nie. Mój ulubiony doktorek natomiast uśmiechnął się (tym samym uśmiechem co przy Antenkowym otyciu się) i przyznał że 5 kg w miesiąc to trochę za dużo, żebym uważała na słodycze, węglowodany i smażone rzeczy ale on i tak widzi końcową wagę +20kg tak jak w pierwszej ciąży.

No dobra. Gęba mi się nie zamyka. Błagam gaszka, żeby pomógł i niech chociaż obiera owoce, bo samej mi lepiej otwierać czekoladki niż obierać jabłka. Pomaga. Obiera jabłka, kiwi, banany i cofa rękę żebym czasami go nie zjadła. Nie szaleje. Ważę 62,5 - uwielbiam swoje piersi. Znowu. Z kaplatego A zmieniły się znowu w pełne C. Kupiłam super staniki i się oglądam w lustrze z 10 razy dziennie Gaszek znowu płacze, bo najchętniej by na nich spał, a mi niewygodnie! Antek za to zasypia na piersi, do piersi się przytula, z gaszkiem do piersi urządzają wyścigi. Co to będzie jak Sotiris sie urodzi??? No Antek z gaszkiem będą płakać razem...

10
komentarzy
avatar
Pies z budą mnie rozwalił!
avatar
jaka nadwaga, to ja startujac wazylam 60,5 kg teraz mam 62,7 kg...skoro tak Ci lepiej to niech ten lekarz sie ugryzie i glupot nie gada i jeszcze zeby dziewczynke widzial, chyba sie nie zna.
avatar
weź centralnie miej w dupie to o tyciu, u mnie dwie ciąże plus 11 kg, ale moje siostry - każda ciąża 22-25 kg, tylko że one to w cholerę zrzuciły, a mnie głupie 6, czyli prawie połowa została. To co jest w ciąży nijak się ma do tego co jest po ciąży.
A duży był ten pies z budą?
BTW łatwiej o pomyłkę z płcią jak się obstawia dziewczynkę, a jak chłopaka no coś przeca widać w końcu, nie? a nie takie zgaduj zgadula. To mnie utwierdza w przekonaniu że dobrze zrobiłam w ogóle nie sprawdzając płci swoich dzieci. Amen
avatar
Wkurzają mnie doktory z tymi ich opiniami na temat wagi. Ja w 30 tc ważyłam 13 i tez za duzo i tez ochrzan,ze żadnych soków czy jogurtów. Sama woda. Jakby dziecko to roślinka jakaś była. No głupki jedne, no.
Co do lini to mam taka mega leciutką nad pępkiem. Pod pępkiem zupełnie bezliniowo...a jak u Ciebie sprawa linii wyglada?
avatar
Ty mnie nie strasz, że to memłanie wszystkiego tyle trwa!!! Przecież pół mieszkania mi zdąży zeżreć...
avatar
czyli jednak będzie chłopię
bo już się pogubiłam :-)
avatar
Pies z buda hehe nie martw sie o wagę!!!
avatar
haha u mnie to samo, lekarz zakazał jedzenia, bo tyję niezgodnie z tabelkami. generalnie w ciąży +20kg,czyli wreszcie weszłam w prawidłowe BMI, bo przed ciążą liczyłam 53kg na 170cm. 20kg zeszło zanim się zaczęłam odchudzać, bo 2 miesiące po porodzie ważyłam już 51kg. Wszystko wysysa ze mnie moje dziecię...
avatar
Biedny gaszek. Tyle nerwów...
avatar
Śmieszni ci lekarze...ja jestem w 7 miesiącu i przytylam uwaga - 17 kg!! Startowałam od 40 kg.... W końcu wyglądam jak człowiek, nie dostają łopatki. Mąż w koncu wie jak wygląda pupa kobiety a nie worek kości. Do tego napiszę ze moj Synek w brzuchu dalej bardzo chudziutki. Jak będzie miał 2.5 kg przy porodzie to będzie dobrze. A co by było jakbym tyle nie przytyla..?
Dodaj komentarz

Nie za bardzo lubię takie podsumowania, bo z reguły są nudne, ale mam jakieś dziwne poczucie że wiszę je Antence. Nie miała podsumowania pierwszego miesiąca, pierwszych 30 tygodni, pół roczku, ani nawet roczku. Teraz wielkimi krokami zbliża się półtora roku, a my dalej brniemy w zaległości. Za każdym razem jak ludzie się mnie pytają 'how old is the baby?' ja zachodzę w głowę ile to już jej miesięcy stuknęło. Najpierw liczę w głowie od października, później przekładam na miesiące, wracam i poprawiam bo przecież rok ma 12 miesięcy a nie 10 więc teraz ma 12 +listopad, grudzień... to będzie razem... Wtedy zastanawiam się jak to powiedzieć po grecku i w tym momencie widzę zdziwioną minę rozmówcy sugerującą czy oby na pewno to dziecko było moje. Raz miałam taki moment, że nauczyłam się szybko odpowiadać po grecku 'czternaście miesięcy' i przez dobre 3 miesiące to był właśnie wiek Antenki! O. A teraz skoro Antenka ma 12 + listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec - 17 miesięcy!!! To chyba czas najwyższy jakieś z fanfarami podsumowanie jej zrobić.

Najgorszych chyba było 12 pierwszych miesięcy. I może najszybszych? Miałam wtedy wrażenie, że życie kręci się TYLKO wokół zasranych pieluch, upadających smoczków i wyciąganych do karmienia cycków. Spanie odeszło w zapomnienie, tak jak grzebień, żel pod prysznic, znajoma kosmetyczka i ukochane sklepy. Supermarkety też jakby przestały mnie do siebie ściągać swoimi ofertami choć nie będę ukrywać, że co gazetka to wyszukiwałam w ofercie przecenionych pampersów! Zaczęło mi się wtedy życie poddachowe z dzieckiem na ręku, niedopitą kawą i śniadaniem sprzed tygodnia. Około 11 miesiąca jednak doznałam nagłego szoku widząc, że dziecko me stoi na własnych nogach, nie leży jak kłoda i guga do ściany i wtedy też już wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze. Pierwsze słowa, pierwsze kroki, zaczynała jeść praktycznie wszystko, zrezygnowałyśmy z mleka modyfikowanego, a zainwestowałyśmy w buty, kask i szelki. Antenka pioronująco nauczyła się chodzić wraz z pomnażanymi guzami na czole, jadła wszystko od serów i jajek przez kwiatki doniczkowe i kamyki plażowe. Popijała najchętniej wodą, czasami herbatką, za sokami nie przepadała choć owoce uwielbiała i nadal lubi wszelakie. Z zębami, kolkami i innymi problemami wieku niemowlęcego (tfu tfu tfu odpukać) nigdy nie mieliśmy problemów. Chora była raz przez tydzień - kaszel, gile, płacze. Ostatnio złapała katar, ale trwał tylko jeden dzień więc nie liczę. Jest bardzo uczuciowym dzieckiem. Jak chce spać tuli się do mamy szczypiąc ją w szyje, policzki, w co popadnie do samego zaśnięcia. Jak jest wkurzona tupie, trzęsie się, zaciska pięści i wyje tak krótko, aż się zorientuje że nikt nie reaguje a dana rzecz i tak do niej nie wróci i wtedy się wycisza. Uwielbia muzykę. Od kilku miesięcy budzi się regularnie co do minuty o 7.15 i zaczyna swoje 'mama' 'papa' 'mua' i całuje mnie, po czym wstaje na nogi i w głowie łóżka szuka telefonu lub ipada, a że z mózgu robiły jej sieczkę i zaczęliśmy chować, teraz musi zadowolić się tylko pilotem. Włącza sobie telewizor i podaje mi żebym jej ustawiła kanał ósmy, bo tam codziennie jest program dla dzieci co śpiewają o kurach, ośmiornicach, osiołkach, kotach, trójkątach itp a Antenka siedzi cicho ku mojej dodatkowej czasami godzinnej drzemce. O dziwo nie schodzi z łóżka i nie trzaska mnie w głowę pilotem, chyba że niechcący sama zmieni kanał. Ostatnio zaczęła nie lubić zmieniania pieluchy. Szarpie się i drze robiąc przewrotki boczne tak, jakby ktoś jej krzywdę robił. Uczymy się obie siebie codziennie i mam wrażenie, że sugeruje w ten sposób chęć wypróbowania nocnika. Zaczniemy niebawem, jako że u nas nie ma ogrzewania a nadal jest kalendarzowa zima, ciepło powoli wkracza do domu bo to jednak jest cypryjska zima, Antenka zacznie niedługo być nękana świecąc gołym dupskiem na śpiewającym nocniku.

Jestem w ciąży z drugim dzieckiem i patrzę na tą drogę, którą przeszłam z Antenką z przymrużeniem oka. Były rzeczy, o których marzyłam, a na przykład na które mnie nie było stać. Były rzeczy o których matki pisały, a ja nie chciałam ich kupować bo nie widziałam sensu. Były rzeczy o których nikt nie pisał, a ja je zamawiałam ku zdziwieniu i wyśmianiu np. gaszka. I tak nauczyłam się z doświadczenia własnego co kiedy i po co i czy oby na pewno. Najmniej pomocne okazało się np. łóżeczko kołyska. Antenka zasypiała zawsze na cycu, kołyska do niczego nie była przydatna, a jak już można było jej użyć, Antenka z niej wyrosła. Wszelkiego rodzaju grzechotki, zabawki, wisielce też były zbędne, ani zainteresowania nimi ani uciechy. Wózek nówka nieśmigana, drogi jak cholera, uszkodzony kilkakrotnie podczas lotów do Polski, na wartości stracił całkowicie, dzięki Bogu żem znowu w ciąży - przyda się jeszcze raz, inaczej nigdy bym znowu nowego wózka nie kupiła. Nigdy w sumie nie przydała nam się mata edukacyjna, Antenka jej nie lubiła. Na brzuchu też nie leżała bo zawsze jej się ulewało. Nie kupiliśmy i nie żałujemy monitoru oddechu, rożka, podgrzewacza do butelek, ani termometru do wody. Natomiast większość przydatnych rzeczy, które dostaliśmy w spadku od sąsiadek, koleżanek, sióstr przyjmowałam z chęcią, choć nie wiedziałam do końca jak ważną odegrają u nas rolę. I tak najlepiej do tej pory sprawdza się elektroniczna niania. Zwłaszcza że sypialnia jest w znacznej odległości od pokoju w którym zazwyczaj oglądamy TV, gotujemy, przyjmujemy gości itp. W 1wszym roku bardzo pomocna była chusta, np. kiedy Antek zaczynał ściagać ze sklepowych półek czekoladki i wciskać je pomiędzy siebie a mnie!!! Super mamy też matę, ale taka do zabawy na podłodze ok. 200x180cm i namiot rozkładany za pomocą jednego wyrzutu w powietrze - dobre schronienie od słońca. Szału nie było, ale się przydało mimo różnych opinii - fotelik z wibracjami na kilka miesiecy zanim zaczela siedziec, chodzik na jakies 3 miesiące jak juz siedziala i zaczynala tuptać, szelki do chodzenia jak juz chodzila ale jeszcze niepewnie no i ten kask, który na pewno ocalił kilka guzów ale warto było go kupić wcześniej. Teraz już daje rade z równowagą. Patrząc na to wszystko z punktu widzenia drugiej ciąży postanowiłam bardziej zainwestować w praktyczniejsze rzeczy, a mianowicie kupiłam spieniacz do mleka, który spienia mleko do kawy (!), ale także podgrzewa mleko do wybranej temperatury dla Antenki, także nie ślęczę nad gazem pilnując garnka a przy okazji mam z rana gotowe latte, ha! Kupiłam nową torbę na pieluchy skip hop czy jakoś tak, która jest nie tylko funkcjonalna z tysiącem kieszonek ale i modna. Nawet na miasto bez dziecka idę z torbą, bo w którejś kieszeni zawsze mam a to drobne, a to dokumenty. No i ostatnia rzecz choć nie mniej ważna to kosz na pieluchy. Kosz zagadżetowany przez samą panią Ibiszową-ex w swoim programie pani gadżet, kosz nieśmierdzący, pojemny i zgrabny, z oddzielnymi komorami, wnękami, aciskami. Teraz jak będzie kolejna dupa do zmiany to na pewno się przyda.

Więcej rzeczy nie pamiętam. W ogóle tego zeszłego roku to tak mało pamiętam, że szok. Patrzę na zdjęcia, filmiki i dzięki nim tylko wracają wspomnienia. Bez nich zupełnie nie pamiętałabym, że Antek był taki a taki, że tu się gibał, tu tylko siedział, tu nic nie mówił, a tu się zaczął uśmiechać. Opowiadam jej bajki, historie, śpiewam i rymuje. Bawię się z nią, ganiam i strofuję. Czy ona będzie cokolwiek pamiętać? Ja nie pamiętam z takiego okresu nic. I nie piszę tu o tym konkretnym wieku. Pierwsze wspomnienia rodzinne u mnie to okres podstawówki wzwyż. Wcześniej to tylko jakieś incydenty pojedyńcze, ze dwa może trzy, ale nic konkretnego. Czy moja mama mało ze mną spędzała czasu? Czy to tak niestety jest, że się nie pamięta? Nie wiem. Zapytam Antenke za 30 lat!

7
komentarzy
avatar
Świetne podsumowanie i wcale nie nudne Też chyba muszę zrobić bo u nas już prawie 2,5 roku hhyhyhy Oh u nas też tak wiele rzeczy niepotrzebnych przy drugim już będę wiedziała. O ile drugie będzie. U nas do tej pory sprawdza się monitor oddechu teraz jaki urządzenie informujące śpiącą mamę o tym iż jej dziecko wymknęło się z sypialni (bo mamy wspólną bo mama nie chce synka do jego pokoju oddelegować a poza tym często śpi ze mną jak sobie przejdzie mąż na nocki pracuje więc sama w pokoju się bym bała hihihihih Fajne imię dla synka. Pozdrawiamy
avatar
Antuś to juz duuuuuża dziewczynka. Az trudno w to uwierzyć,ze śledzę Wasze losy od pierwszych tygodni jej istnienia (jeszcze jako pojedynczy "zlepek" komórek wypełnionych maleńką duszyczką). Czas zwariował i gna i gna i z każdym rokiem coraz szybciej. Az strach,ze przeoczymy cos niezwykle ważnego.
avatar
szkoda że nie mam czasu na obszerny komentarz więc tylko napiszę: buziaki dla Was
avatar
Może nie będzie pamiętać z okresu dziecięctwa za wiele, ale bezpieczeństwo, miłość, troska to coś zostanie trwale zakodowane
avatar
Ja pamietam mega duzo z okresu mojego zycia 2-6, napawde mega duzo szczegolow, ale za to np od 8 roku zycia do 22 nie pamietam wiele, zwlaszcza ze szkoly, jak jestem w rodzinnym miescie ludzie mi mowia czesc a ja za ch..nie wiem kto to jest
avatar
Super podsumowanie, obywatelski obowiązek zaspokajania ciekawości współtowarzyszek bellowych załatwiony Tobie może też się ono przyda, ale to nie wiadomo
avatar
Kali, żyje, żyję, ale leń mnie dopadł straszny i brak weny
Antenka to już duża dziewczynka i jaka słodka <3 czasami dobrze sobie takie rzeczy zapisać, chociażby na pamiątkę za x lat.
Dodaj komentarz

Przechodzimy właśnie etap dwóch słów OHI i MAMA.

Antenko, idziemy do domu? - OHI
Pójdziesz do taty? - OHI
Zmienimy pieluszkę? - OHI
Chcesz nana? - OHI
Idziemy do Gertrudy. - OHI
A gdzie masz kapcie? - OHI
Co ty chcesz??? Balona? - OHI
Banana? - OHI
Piciu? - OHI
No to co do licha chcesz? Klapsa? - OooooHI
Przy czym negująco kiwa głową przy każdym wypowiedzianym OHI (cypryjskie NIE) z taką skwaszoną miną jakby cytrynę polizała!

Z MAMĄ natomiast jest troszeczkę inaczej, bo gdy ohi oznacza tylko i wyłącznie NIE, tak MAMA oznacza wszystko co dziecku przychodzi na myśl w danej chwili.
MAMA! - nadmuchaj balona (bo leci ze sflaczałym balonem)
MAMA! - znajdź mi kartkę do pisania (bo leci z długopisem)
MAMA! - daj telefon teraz moja kolej (bo pręży się w stronę leżącego na stole telefonu)
MAMA! - chcę iść na dwór (bo stoi na palcach przy drzwiach)
MAMA! - tata podnieś mnie (bo nie widzi czy na stole jest telefon)
MAMA! - wujek podaj tego kołtuna (bo wskazuje wujkowi coś pod kanapą)
MAMA! - gdzie jest telefon? (bo drze się Bóg wie o co, ale zazwyczaj zadawala się wtedy telefonem)

Czasami wrzuci jeszcze zdawkowe TAAAA, które jest skrótem od polskiego TAK, najczęściej na widok pokazywanego jej telefonu, butelki z mlekiem lub pilota do TV.

4
komentarzy
avatar
U nas kroluje NEIN witamy w klubie
avatar
No tak - bo mama jest rozwiązaniem wszystkich problemów
avatar
a są jeszcze inne słowa? Antenka będzie dwu czy trzyjęzyczna?
avatar
Maluchy cos chyba maja z tym "nie". Odwiedza nas czasem dwulatek ktory ze wszystkim jest na "nie". I tak:
-Good morning Kayden.-
- No!-
- Are you a good boy today?-
- No!-
Dodaj komentarz

http://images77.fotosik.pl/432/045fe35a3fdab905med.jpg

Przez większość dni w roku to jej matka tak wygląda.
Masz za karę mała glizdo.
Kocham cię nieziemsko, będziesz moim najlepszym kumplem! Sotirisa ojcu sprzedamy!

P.s. Wczoraj na mieście znowu ktoś mnie zapytał czy to syn czy córka.

18
komentarzy
avatar
A i tak jest boska ja od porodu tez tak sie widze heh u mnie jak jestem na spacerze z synem to kazdy mysli ze to dziewczynka
avatar
jaka ona jest piękna! co za czupryna!
avatar
o rety! jakie Antenka ma czuprynkę bujną piękna jest więc i ty przez większość dni w roku jesteś piękna
avatar
Jakie słodkie piękne czupiradło!
avatar
pożyczyłaby trochę włosów Michałowi, co?
avatar
Matko ile włosów. Piękna dziewczyna
avatar
cudowna!!!!
avatar
Nastepnym razem odpowiedz ze jak dorosnie to samo zdecyduje Cudowna jest, ale buzia lobuziaka
avatar
Ps ladny sweterek, sama zrobilas?
avatar
Glizda mała hahahaha glizda z potarganą fryzurką!
avatar
Wytworny kundelek z lwą grzywą hehe :-)
avatar
Ona jest piękna poprostu <3
avatar
Jakie piękne czupiradło! Widać, że żeńskiego rodzaju. Moze Cypryjczycy tacy poprawni politycznie i za gender equality?
avatar
Cudowna jest i te włoski miodzio
avatar
Mów co chcesz, ale oczy kombinatora to ona ma A czupryna - mega
avatar
jeeeeju jakie ma włosy długie :-)
śliczna jest
avatar
Jejku! Jaka Antenka jest boska!! Te włosy!! <3 Cudo!
avatar
jest przepiękna!!!!!!!!!!!!!!!!
Dodaj komentarz

Za równe 2 tygodnie - 3 trymestr. Za 3 dni - 100 dniówka. A ja jak się czuję? Hmmm. Czy jak napiszę chujowo to dużo z was się obrazi? To może na wszelki wypadek nie będę tak pisać. No ten tego, nie jest różowo. Nie myślałam, że TAK będę drugą ciążę przechodzić. Jestem znowu tak jakby na skraju załamania nerwowego, ale wiem że nie mogę sobie na nie pozwolić. A tak bym do licha chciała, no!!! Usiąść, wyryczeć, wykląć, zapić się w trupa, zapalić fajke. O. A sama myśl, że to jeszcze nie teraz, ani nie jutro, a na pewno przez kolejny rok też nie, to tak na mnie działają jakby te dwie ciąże, dwójka dzieci psu o budę. No bo jak to? Nawet napić się nie można? No nie można.

I tu już nie chodzi o to, żem w ciąży. Tu bardziej chodzi o moją przeszłość. O moją rodzinę. A teraz przede wszystkim o Gertrudę. Znowu coś wymyśliła, znowu czymś się wypsikała, posmarowała, Bóg wie co. Tak jak i w pierwszej ciąży tak i teraz na nowo - lekarze, kolejki, ja znowu z brzuchem, Antek u nogi, apteki, okłady, antybiotyki, Gerda na wózku a ja z tym brzuchem i Antkiem u nogi pcham po ją korytarzu, a tu lekarzy 7 w gabinecie się zbiera i nikt nie wie co Gertrudzie dolega. Nigdy w życiu żadne z nich takiego cuda nie widzieli. Dziś 4 dzień kuracji, a jej nogi nie wyglądają wcale lepiej. Pęcherze, popekane żyły, lejące się strumienie ropy, stopy opuchnięte, dziś już zasiniałe. Już nie wspomnę o całej otoczce związanej z byciem starszą osobą, niedowidzącą, niedosłyszącą, marudzącą itd. W najlepszym wypadku ktoś w końcu coś zrobi i będzie lepiej, w najgorszym gangrena i amputacja i wtedy dopiero będzie miód malina - czyli to co matka dwójki dzieci potrzebuje. Mam dość. Czy przy 93 latach nie wydawałoby się wam, że już czas najwyższy? Moja mama zmarła w wieku 59 lat. Z ojcem nie mam kontaktu. Gaszka rodzice zmarli jedno po drugim zanim ich poznałam. Gdyby nie gaszek byłabym zostawiona z dwójką plus jedno które żyć zamierza 100 pięćdziesiąt lat!!!

Wybaczyłam sobie pierwszą ciążę, że nie miałam jak się nią nacieszyć, ale nie myślałam że przy drugiej będzie jeszcze gorzej. Leżeć i pachnieć. Opalać się i pić sok pomaranczowy przez słomkę. Mieć robiony manikjur i oglądać zachód słońca. To są wysokie loty, ale marzy mi się choć trochę normalności - jeśli to co próbuję wydziobać ma jakiś sens...

10
komentarzy
avatar
Ojej, szkoda mi Ciebie z tymi utrapieniami na na ciężarnej głowie... Nie ma nikogo, kto mógłby zająć sie Gertrudą na jakiś krotki czas? Ech... A w szpitalu jest? Moze warto ja wlasnie do szpitala położyć, to trochę bedzie Ci lżej. Poza tym... nerwy to nasze hormony, nie ma co ukryć. Poprzednią ciąże tez chyba miałaś taką hormonalną? Zdarza sie, nic na to nie poradzimy. Uroki bycia w dwupaku PS: Ajfon mi poprawił "hormonalną" na "himeralną" ... no i co Ty na to??
avatar
Wiem,ze pewnie teraz nie zablysne, ale moze znalazłabyś ukojenie w domu opieki? Bo ze starszą, wymagającą ciągłego nadzoru osobą jest jak z kolejnym dzieckiem, a Ty juz za chwile będziesz miała kolejne maleństwo i jak Ty biedactwo to wszystko ogarniesz sama?
avatar
No cóż... tak zastanawiałam sie co u Gertrudy słychać...
Widzę, ze nie zA CIEKAWIE. A przez to i Ty cierpisz
Może faktycznie byś pomyślała o jakimś domu opieki. Rozumiem, ze to trudna decyzja chociażby z tego względu, ze jesteś na Cyprze.
Ale powiem Ci, ze i tak Cię mega podziwiam. Dobra wnuczka z Ciebie :*
avatar
A ja myslalam ze mam na obczyznie zle bo 0 rodziny, 0 nikogo kto by choc na 10 mi nut zostal z dzieckiem, ale widze ze moze byc gorzej no nic trzymaj sie dzielnie, nie przeskoczysz, nie zmienisz, zacisnij zeby i rob swoje. Mam nadzieje ze zycie Ci wynagrodzi, choc moze jzz wynagrodzlo w postaci potomstwa. W zyciu nic nie ma za darmo. Tzn ja nie mam i Ty chyba tez nie.
avatar
Pewnie rozmyślałaś nie raz nad domem opieki i pewnie masz powody czemu tego nie zrobiłaś.. Więc nie będę namawiać. Sciskam i wlewam siły
avatar
Nawet nie mam co Ci mądrego powiedzieć, więc tylko z przerażeniem przeczytawszy rozpoczęłam proces cichego współczucia... Jesteś silna i dasz radę, to oczywiste, aczkolwiek również uważam, że to w chooj niesprawiedliwe, że nie możesz sobie spokojnie poleżeć i popachnieć w ciąży
avatar
O kurcze a ja stekam ze jestem chora i nie moge sobie pochorowac w łożku bo mały kurdupel obok nie da w życiu.
Pomysł ze jak ty bedziesz kiedys potrzebować pomocy to Athenka nie odwróci sie plecami bo widzi twoje poświęcenie....
Jestes wielka Madziu!!!!
avatar
Tak więc ten tego... TRZYMAJ SIĘ. Kiedyś spojrzysz na to z dystansu lat i pomyślisz, że to było nierealne dokonać tego i tego w takim stanie. Ja tak patrzę np. na pisanie mojego doktoratu ze Starszym i Małym w brzuchu, na obronę z wkładkami laktacyjnymi i dwoma ospowatymi brzdącami w domu drącymi się co chwilę... Wszystko mija. Łap chwile.
avatar
hmmm.... a ja pękłam.... i się wyryczałam (( emocje uwolnione, baterie naładowane, nowe siły uzbierane ))
avatar
Nie oszczędza Cię ten los. Ale fakt, człowiek potrafi więcej niż mu się wydaje (Chodakowską mi tu zawiało). Ale tak serio, to czasami mamy gdzieś tam przyczajone pokłady siły. No i im więcej na głowie tym lepsza organizacja. Coś w tym jest... Trzymaj się dzielnie. Dobrze, że taka twarda z Ciebie babka. Jak już urodzisz, to koniecznie musisz się gdzieś odchamić, żeby nie zwariować.
Dodaj komentarz

Pierworodne zaskakuje na każdym kroku. Robi takie rzeczy, których bym się nie spodziewała po półtorarocznym dziecku. A mnie zaskoczyć jest naprawdę ciężko. I nie mówię tu o jakimś wyuczonym 'pa pa' z machaniem ręki, pokazywanym gdzie miś ma oczko a gdzie uszko. Takie rzeczy są nudne. Zaskakuje mnie na każdym kroku kiedy mówię do niej 'ręce do góry' - podnosi bez patrzenia o co chodzi, 'noga' - podaje stope na skarpetę lub buty, czasami sama zakłada sobie skarpetki, czasami z butem zawalczy. Rozumie jak jej powiem, że ma podnieść magnez i z powrotem na lodówkę przyczepić, nie foszy jak jej mówię 'teraz idziemy nana' - zasypia grzecznie choć tylko ze mną pod ręką szczypawką. Jak chce pić to pije, jak ciacho to wskazuje na pudło z biszkoptami, jak banana to banana, a jak czegoś nie chce to kiwa głową że nie i gitara. Dzisiaj w szpitalu rozlała swoją wodę na krześle, więc jej podałam chusteczkę a ta grzecznie zaczęła ścierać. Jeszcze ze 2 tygodnie i będzie obierać ziemniaki i mamie buty nakładać. Albo sama zacznie się Gertrudą opiekować. O, jest pomysł.

Trochę dziwne te ostatnie dni. Wszystko zależy od stanu Gertrudy. Jak podupada to spodziewam się, że już za chwilę umrze. Idę przygotowana, zaglądam do pokoju i albo rzeczywiście wygląda jakby jej został 1 dzień życia, albo i tak jakby miała do setki z palcem w dupie pociągnąć. A ja mam wyrzuty sumienia. Bo jak jest kiepsko to dobijam się myślą, że z Antenką się wydurniam, a za ścianą Gerda umiera w samotności. A jak jest w miarę dobrze, to zastanawiam się jak długo ona jeszcze pociągnie trzymając wszystkich w niepewności. Targają mną wszelkie emocje. Bo albo bym w tą depresję wpadła i zrzuciła problem na gaszka (o, jest pomysł) albo olała Gertrudę do minimum i zajęła się swoim życiem. Z pierwszego nie mogę na razie skorzystać - pańcio jest na skraju wycieńczenia i sam umiera. MA KATAR. Także ciągnę to swoje życie z siłą Herkulesa i sapaniem tenisisty na korcie i nie ma co narzekać. Nie możesz zajść w ciążę - narzekasz. Masz dzieci - narzekasz. Nie masz dziadków - narzekasz. Masz jedną jak cała familia - narzekasz. Nie masz pracy - jest lament i narzekasz. Jest - nie masz czasu dla rodziny więc ciągle narzekasz. Nie masz kasy - narzekasz. Masz za dużo - zawsze znajdzie się coś do narzekania. Idę się kuźwa ogarnąć, bo chyba zaczynam narzekać.

Także ten tego, nie ma tego złego co by gorszym się stać nie mogło, więc hej ho, o właśnie skoro mowa o tym gorszym - Kundel numer 1 mimo iż ma objawy praworęczne na ścianie w przedpokoju już wyćwiczył zręczność obu rąk i niebieską kredkę! Udusiłabym, ale uczę się cierpliwości w tym tygodniu.

6
komentarzy
avatar
Ty sie tak nie smiej, bo moj Jasiek obieraczka w niedziele obieral ze mna ziemniaki, co prawda musialam poprawic, ale cos tam i naobieral sam, a jak idziemy do zlobka to zawsze chce mi ubrac buty. Sciany pomalujesz za 5 lat, teraz naprawde nie warto sie tym przejmowac. A co do Gertrudy, jak juz pisalam musisz zacisnac zeby i pobyc z nia jeszcze troche, bo czasu nie cofniesz, a niech wie ze ma Ciebie w tych trudnych chwilach Kolo siebie.
avatar
a co do meza : http://www.strefa-beki.pl/img.php?id=8615
avatar
Oj, racja. Zdecydowanie masa ludzi powinna wziąć NIEPIERDOL Ze mną na czele prawdopodobnie
avatar
Mądra Antenka wydaje mi sie,ze dzieci są mądrzejsze niż nam sie wydaje o ile rozmawiamy do nich normalnie, a nie żadne "a ciiii", "a cio tam dzidzia maaaaa?"
avatar
Ps. Katar u mężczyzny to choroba śmiertelna wiec nie radzę sie śmiać, tylko pomoc mu w pisaniu testamentu
avatar
Może faktycznie coś w tym jest, że jeśli się dziecko traktuje jak istotę rozumną i mówi jak do człowieka, to szybciej łapie. Mi mąż ostatnio powiedział, że jak jechał z bratem i 1,5 rocznym bratankiem i coś temu małemu mówił, bo płakał, to brat mu powiedział "nie mów do niego, bo on i tak nie rozumie" :| Korki mi wybił. A co do Gertrudy, to wiadomo - nie znasz dnia ani godziny. Wiem, że jest Ci ciężko, ale za to masz czyściutkie sumienie i gdy kiedyś jej zabraknie, to nie będziesz sobie pluła w brodę, że ją olałaś czy coś. Dobra z Ciebie kobietka!
Dodaj komentarz

Leżę.
Moczę się.
Jakie to dziwne to życie nasze. Jeszcze nigdy nie umiałam tak dobrze jak teraz wykorzystać 5 minut samej.
Delektuję się każdą sekundą.
Że też dopiero wszedłszy w posiadanie dziecka i innych obowiązków zrouzmiałam co to znaczy cieszyć się chwilą.
Zanużam uszy, żeby nie słyszeć żadnych dźwięków. Cudowne uczucie. Ciepła woda. Marszczące się opuszki palców. Wyciągnięte nogi. Zamknięte powieki. Trzymam się bocznych rączek na wannie i poruszam głową w zwolnionym tempie to na lewo, to na prawo. Włosy płyną za mną wężykiem. Całe 5 minut moje. Aż 5 minut. Aż nad to.

Starając się o dziecko nie do końca zdawałam sobie sprawę, że ten ogon genetyczny już na zawsze przyrośnie mi do dupy, a jedyny czas wolny jaki będę miała to te 5 minut relaksu w wannie. Pod warunkiem, że jest ojciec który odbierze dziecko z kąpieli i zostawi cię w spokoju na te dodatkowe kilka minut nie omieszkając dorzucić swoje 'tylko nie siedź za długo' na wypadek gdybyś zapomniała, że masz dziecko.

Taaaak, bycie matką to nie bajka, choć są cudowne chwile (CHWILE) kiedy twój potomek się uśmiechnie, powie mama, złapie za rączkę, na bociana powie ko ko, albo usiądzie samo na schodku jakby siadało tak od lat i poduma przez chwilę. Dziecko to nowe oczko w głowie, trzeci sutek, piąte koło u wozu, ósmy krasnoludek albo trzynaste jajo w tuzinie. Trzeba się nim zajmować non stop. Dwadzieściaczterynasiedem dokońcażycia. Już nigdy nie prześpisz całej nocy na raz. Już nigdy obiad nie będzie zjedzony w spokoju. Już nigdy dzień nie minie bez gotowania. Może uda ci się dopić kawę, ale butelki wina bezstresowo nie skończysz. Seks też już nie będzie taki dziki, no i najgorsze z możliwych... zakupy dla siebie stracą zupełnie sens i rację bytu. Kiedy ja ostatnio kupiłam coś tylko dla siebie??? Chyba staniki z H&M'a kilka miesięcy temu - staniki ciążowe...

Taaaa, życie staje się inne. I mimo że pewnego dnia przestaną nas potrzebować te małe krzykliwe i wiecznie wyspane potworki, bo... wyrosną, urosną, dorosną, dojrzeją, pójdą do przedszkola, pojadą na kolonie, wyjadą na studia, to mama i tata i tak będą myśleć o swoich ogonach. Czy u nich na pewno wszystko w porządku. Raz na miesiąc brakuje mi bycia wolnym. Mój miesiąc mija w 3 dni...

9
komentarzy
avatar
Jak Ty to wszystko super opisujesz. Nic dodac nic ujac, ale bez tych ogonow nie byly byśmy do konca spelnione. Te ogonki musza byc, takie jest zycie
avatar
Leżę w łóżku i delektuje się moimi 5 minutami. Pięknie to opisałaś. Choć nie powiem... jest to momentami przerażające. Szczególnie gdy dziecko jest jeszcze niemowlakiem :/
avatar
O taaak...wlasnie tak to wyglada, opisalas idealnie ale bez tego ogona nie wyobrazam sobie życia... Kiedys tbez dziecka to musialo byc nudno heh ;,p
avatar
A widzisz, ja mam inne doświadczenie. Oczywiscie, jak piszesz, to ogon, który będzie zawsze. Ale. W tygodniu nie gotuje obiadów, ponieważ jadam w pracy, mezu tez a Ala w złobku. W weekendy często dla Ali gotuje moj mąż. Jak mam gorszy dzien, zamykam się w sypialni, a mężu robi co może żeby dziecko nie dobijało mi się do drzwi. Idzie na spacer, wygłupia sie itd. To, co się sprawdza u mnie to- jeszcze dłuuuugo nie wyspie się w weekend . Bo teraz weekendy zaczynaja sie od 5.30, o 6 jest juz zabawa w salonie a kawę pijam zwykle zimną ( tę tradycyjną kawkę co ja sobie w czasie ciąży popijałam i myslałam jak fajowo będzie). Mogę też się zamknąć w łazience na pół h i nikt mi nie przeszkadza. Jeżdze na zakupy SAMA i też mam czas dla siebie. Wakacje dzielimy na wakacje dla nas ( wtedy młoda biesiaduje z dziadkami) i wakacje rodzinne( wtedy jest z nami). No i tak sobie myślę- fajnie to wszystko sobie poukładalismy. Czas robić drugie.
avatar
Dzięki Kalitrio za te 2 minuty uczty - taką odczuwam czytając za każdym razem Twoje wypociny
dziś "ogon genetyczny który przyrósł do dupy" wprawił mnie w euforię <3
Koniec kąpieli!
avatar
Amen.
avatar
Wlasnie sprawilas, że zamknęłam sie na chwile, przestałam marudzić,że nudno, że bym gdzieś poszła, cos porobila. Sprawilas,ze przestałam wymyślać sobie zadania z kosmosu, zostawiłam ten bałagan w pokoju, tą nieposprzataną łazienkę, te niezrobione zakupy i zwyczajnie, tak zupełnie po ludzku wreszcie sie położyłam. Tygodnie dzielą od przybycia ogonka, wiec moze warto korzystać póki mozna?
avatar
Ogon genetyczny będzie zawsze, tylko z czasem się poluzuje Czekam na to z niecierpliwością, ale też staram się delektować każdą chwilą jaką przeżywa moje dziecko.
A co do Twojego pytania, to moja mama spokojnie zostanie z nami tydzień po porodzie a później jakoś będzie musiała poukładać swoje obowiązki żeby być z nami jak najczęściej i najdłużej. Na razie póki nie ma u nas stanu krytycznego to jej nie odciągam od obowiązków (opiekuje się moim schorowanym dziadkiem).
avatar
Szczęściara - aż 5 minut w wannie! Sama! mi dziś młodszy chciał golić nogi, ja sama w łazience nie bywam ;/
Dodaj komentarz

Wczorajszy dzień był idealny. Idealna matka, idealna córka, idealna żona, idealna kucharka, idealna sprzątaczka i niania. Było dużo świeżego powietrza, sprzątania i gotowania. Dużo czułości, uśmiechów i radości. Tak... Takie dni nie zdarzają się na co dzień. Nie wiedziałam nawet, że SĄ takie dni, aż do wczoraj. No sama słodycz. To był dzień sądny że tak powiem, bo mąż zniknął na 12h. Zaczyna sezon więc teraz będzie rzadziej w domu. Ale dałyśmy rade. Obie. Cały dzień same i bez kłótni. Bez zbytniego bałaganu choć troche w piachu. Ale nawet spać poszła córka grzecznie choć już bez okrzyków radości. Była wykończona. Dzień wykorzystała na maksa. Do granic wytrwałości. Padła już o 20tej na butli. A ja miałam całą noc dla siebie.

Jak to dużo zależy od humoru w jakim twoje dziecko się obudzi.

Dziś wstała o 5tej............

Dochodzi 15ta, a ja zastanaiam się czy tak ch*jowy dzień w życiu to już był, czy to dziś? Jestem wrakiem. Wczoraj idealna, dziś jak kapeć. Przeżuty, wymemłany, śpiący i nieuczesany. Kapeć.

Jak to dużo zależy od humoru i godziny kiedy twoje dziecko się obudzi...

5
komentarzy
avatar
tak to juz w zyciu jest, raz czujemy sie jak superbohaterki raz jak wyplute tofiki A czy zauwazylas ze dziecko jest grzeczniejsze jak jest tylko 1 rodzic w domu. U nas widze spora roznice w zachowaniu Jasia.
avatar
U nas duże znaczenie ma pogoda i choróbska, a poza tym to tylko niewyspane dziecko jest demonem ;/ Trzymaj się!
avatar
Wiem jak to jest bo moje dziecko codziennie budzi sie o 6 ( po zmianie czasu godzina 7) nie raz jestem padnieta. Co prawda teraz babcia sie nim rano zajmuje wiec ja moge pospac
avatar
Taaa... czyli statystycznie oba dni 'w miarę ok' Nigdy nie lubiłam statystyki
avatar
A u mnie to i bez dziecka tak miałam. Sama sobie organizowałam takie huśtaweczki
Dodaj komentarz
avatar
{text}