avatar

tytuł: Trzy latka Jasia i Gosia/Tosia w brzuszku :)

autor: Etuś

Wstęp

about me

O mnie:

about me

Jestem/chciała bym być mamą:

Taką jak moja. Troskliwą, czułą, obiektywną.

about me

Moje dzieci:

Jaś. Wymarzony, wyczekany cud ;* Oraz fasolka w brzuszku :)

about me

Moje emocje:

Masa emocji. Od strachu i stresu po ogromne szczęście :)

Taka sobie środa i trochę narzekań

Oj Boże Boże Bożenko jest po 7 a mój dzieć jeszcze śpi! Normalnie wycałuję go za to jak wstanie :p
O czym to miałam napisać? Ach tak! Tak sobie chciałam posmęcić troszkę z powodu nie wyjazdu na wakacje. Mieliśmy już opłaconą zaliczkę, ja już wyobrażałem sobie Pana Jana pluskającego wodą z pompowanego baseniku na prawo i lewo. I te spacery wieczorami. I zimny Radler jak dzieć zaśnie wieczorem... i dupa zbita. Ch*uj wielki i dwa bąbelki. Znajomy dostał pracę i nie dostanie urlopu. Więc nie mogą jechać. Za późno było szukać zastępstwa bo już wszyscy mieli plany. A dla nas samych to zdecydowanie za drogo. No i Jari bierze urlop ojcowski i jedziemy w przyszłym tygodniu na Rodos (Rodzinne Ogródki Działkowe Otoczone Siatką). Do Kielc. Na półtora tygodnia bo w piątek 14 już musimy być bo mamy spotkanie przedchrzcielne w kościele. Ale z jednej strony się cieszę bo Jarek będzie z nami całe dwa tygodnie. Plus przyjeżdża też jego siostra (zresztą przyszła matka chrzestna Jaśka) z Natalką więc będzie się działo oby tylko pogoda dopisała... Ale i tak strasznie mi żal. Szczególnie jak oglądam te wszystkie facebookowe zdjęcia szczególnie znad morza. Boże jak ja kocham morze. I tak strasznie za nim tęsknię. Ale zapowiedziałam Ślubnemu że za rok nie ma zmiłuj! Jedziemy nad morze i już. Tupnęłam taktyczne stópką i poszło
A dziś leje. W nocy była burza ale na szczęście Janek miał ją głęboko gdzieś i spał. Obudził się raz na karmienie po 1 i potem nad ranem po 5 dzięki czemu teraz jeszcze śpi :p
No to ten tego idę jeszcze poleniuchować a łóżku póki mały Szogun tkwi w objęciach Morfeusza ^^

https://s24.postimg.org/4h9q4og6t/20170627_143333.jpg
Takie z wczoraj jak bujaliśmy się po Lesie Kabackim

1
komentarzy
avatar
Takiego rozwinięcia Rodos nie znałam Szkoda, że Wam tak wyszlo. A raczej nie wyszło! Może coś sie jeezcze urwie z tego lata
Dodaj komentarz

Nie byłam w ciąży tylko zaczelam nowy wykres na ovu żeby się poobserwować

1
komentarzy
avatar
Co mnie straszysz Kobieto
Dodaj komentarz

Sobota, sobotunia

Pierduś śpi. Miałam sprzątać ale co tam - zdążę :p Siedzę dupskiem na podłodze i kreuję nowy wpis.
Wczoraj byłam zabiegana tak że jęzor sięgał gleby. Przede wszystkim sprawy związane z chrztem. Wszystko na ostatnią chwilę. Bez kitu czas się ogarnąć kobieto. Na szczęście udało się. Papiery od chrzestnych mogę dosłać mailem bo jeszcze ich nie dostałam. Zaniosłam to co mam, czyli akt urodzenia Jasia i nasze potwierdzenie ślubu kościelnego. Zostawiłam 'co łaska' i zanim wyszłam z kancelarii lunął taki deszcz że jeszcze posiedzieliśmy sobie na ławeczce z JAŚKIEM jakieś 20 min. Poza tym zajrzałam do mnie do pracy, posłuchałam 'ochów' i 'achów' na temat Jaśka. Ugotowałam obiad, zrobiłam zakupy. Ot taki piątek, piąteczek, piątunio. Wypisałam też zaproszenia na chrzest i w weekend ogarniemy rozdawanie. Nie wiem czemu, może to ta pogoda ale wczoraj jak Ślubny wrócił z pracy to padłam. A jeszcze miał dyżur więc wrócił później. O 22 już przewracalam się na 5 bok smacznie chrapiąc. I kurcze wstałam do Jaśka tylko raz o 3. Potem obudził się o 6.30 czyli standardzik a ja czuję się jakbym spała może z 5 minut. Wtf?
Ale na szczęście dziś Jarosław ostatni dzień w pracy przed ojcowskim i jutro uderzamy w stronę Kielc. Bite 2 tygodnie razem. Oby tylko pogoda dopisała to będziemy całymi dniami byczyć się na działce. Przyjeżdża też siostra Jarka z córeczką to będziemy jak dwie dumne kwoki na spacerki biegać. I dietować się bo trzeba zgubić zbędny balast. I może biegać? A już na pewno ćwiczyć. Takie ambitne plany mam
No dobra trza podnieść dupsko i zrobić coś kreatywnego. Umyć kibel, umyć podłogę... ogolić nogi! No to siup

https://s17.postimg.org/6vlufpi4f/20170630_073824.jpg
Zaproszenia no musiałam się pochwalić.

https://s1.postimg.org/575j03r27/20170629_074344.jpg

https://s23.postimg.org/vj9bb3zxn/20170630_104459.jpg

PS: wyszła nam prawa dolna dwójka. Jaś jest dumnym posiadaczem pięciu zęboli

3
komentarzy
avatar
Jeeeżu, jaki słodziak z tego Jaśka! Chrupałabym! I mówisz, że dwa tygodnie urlopu i dieta i ćwiczonka...? Buehehehe, good luck! Udanego wywczasu! :*
avatar
No i słusznie te ochy i achy, bo Jaśko jest czadowy. Udanego wypoczynku!
avatar
Dewa ambitny plan mam a co :porabiasz zobaczymy tylko co z tego wyjdzie hahaha hah
Dodaj komentarz

Kielce

A ja piszę sobie z moich kochanych, niezastąpionych Kielc. Młody śpi jak suseł, stary pod prysznicem po drodze, a ja rozłożona na łóżku z telefonem w łapce. Rozpakowani i gotowi na relaks do 14 lipca. Wtedy to wracamy do Warszawy przygotować się do chrzcin. Musimy jeszcze wybrać menu i tort. A tak to w sumie wszystko gotowe. We wtorek mamy dzwonić do knajpki i podjąć już decyzję.
A poza tym? Wychodzi troszkę słonko bo do tej pory padało. A ja wpadłam w jakiś taki letarg. Uwielbiam tu przyjeżdżać. Zawsze się tak jakoś wyciszam. Tęsknię za Kielcami. Chciałabym tu kiedyś na stałe wrócić. Bo choć zaaklimatyzowałam się w Wawie to i tak tu zawsze będzie mój dom...
No to idę leniuchować dalej póki mały Szogun śpi. Kocham ten błogostan

https://s13.postimg.org/9d4n64y07/20170702_102008.jpg
Takie doborowe towarzystwo w aucie, że aż spać poszedłem

3
komentarzy
avatar
Słodkiego lenistwa Kochani, do porzygu! :*
avatar
czesc Kochana :* dobrze Cię znów czytać cieszę się bardzo, ze u Was jest tak cudownie ;-) oby tak dalej! ściskam :*
avatar
Oooo widze, ze wywczas Was pochłonął xD Ćwiczysz Ciotka intensywnie? Jaśko wspiera? Czy lenistwo totalne?
Dodaj komentarz

Było minęło

No dobra wrócilimy. Wrócili do szarej rzeczywistości. Ostrzegam może być długo. I będzie dużo fotek na koniec
Wakacje w Kielcach. No cóż może to nie Majorka czy inna Kreta, ale wypoczęliśmy. Na prawdę. Mimo kiepskiej pogody przez pewien czas. Mimo humorków Jasiowych. Mimo kłótni ze ślubnym. Mimo to wszystko złapaliśmy oddechu. Czystego, świętokrzyskiego powietrza. I oczywieście wszystko co dobre szybko się kończy. My wracamy do przyzwyczajania na nowo Jana do niani. Mąż wrócił do pracy. Ot codzienność. Ale ja nie o tym chciałam.

W Kielcach było cudownie. Przyjechała Jarka siostra z Młodą i dwójka dzieci poniżej roku w jednym domu - szacun dla rodziców bliźniaków - serio. Mimo, że Natalka jest na prawdę grzecznym dzieckiem i przez sporą część czasu albo śpi, albo sobie po prostu leży w miejscu i macha tymi swoimi małymi grabkami, to jednak było co robić. Jaś też mimo całej swej grzeczności czasem potrafił dokazywać. Ale wiecie co? Fajnie było
Jak sobie zapowiedziałam, tak też poczyniłam. Razem z Anią (Jarka siostrą) biegałyśmy. Do tego ja jeszcze katowałam Mel B. Ale tak zdrowo. Np po bieganiu jeszcze ABS, albo pośladki. Do tego dorzuciłyśmy dietę oczyszczającą. Wiecie, taką na zupce. Na drugi dzień nie mogłam już na tą zupę patrzeć (broń Boże nie kapuściana ale mimo wszystko ileż można...) No i rozbolał mnie żołądek. Ja się nie nadaję do tak restrykcyjnych diet. Ania wytrzymała, ja się poddałam. Wolę chyba jeść zdrowo i o stałych porach niż katować się tego typu dietami. To nie dla mnie. W każdym razie wynik jest taki, że po powrocie do Warszawy - po prawie 11 miesiącach od porodu, wróciłam do wagi sprzed ciąży! Tam taratam ta dam! A teraz działam dalej. Mój cel to jeszcze 15 kg w dół. Do przyszłego roku. !!!

No dobra ale zostawmy te dietowe badziewia i przejdźmy dalej Udzielaliśmy się z Jarosławem towarzysko. Nawet z Janem się da, wiecie? Chodziliśmy na kosza (tzn grał Jari, ja nie cierpię tego sportu), na siatkę (oj tu już mogłam wyżyć się aktywnie). Jaś na kocyku, my na boisku. Oczywiście w pogotowiu zawsze ktoś, kto uchroni moje biedne dziecię przed piłką pędzącą w jego stronę. Poza tym spacery, jakieś piwko wieczorem (Jaś w domu z babcią :p ). No cud, miód i orzeszki. I na prawdę nie trzeba jechać nigdzie daleko by się zrelaksować

No ale przyszedł czas powrotu. A wraz z nim dzień, w którym wypędziliśmy z Jasiula diabełka. Oj stresowałam się trochę. Czy wszystko wyjdzie, czy pogoda, czy tort, czy obiad dobry, czy Jaś będzie marudny. Wszystko było perfekcyjnie. Pogoda idealna, słonecznie ale nie gorąco. Tort pyszny i poszedł cały. Obiad mniam, każdy zadowolony wybrał co chciał. A Jaś mimo zmęczenia w kościele i troszkę rozrabiania, był na prawdę grzeczny. I nie płakał A matka? Matka miała łzy w oczach gdy ksiądz polewał i mówił 'Janie Mateuszu, ja Ciebie chrzczę...' Aaaaa normalnie przeżycie jak Cię nie mogę!
W restauracji Janek usnął, więc mieliśmy chwilę spokoju. A potem nosił dziadek. No bo od czego jest dziadek? :p Cudowny dzień. Cudowni ludzie nas otaczali. Będę wspominać z łzą w oku

A co poza tym? Jasiek wstaje już bardzo pewnie. Nawet powoli zaczyna się puszczać. Ładnie amortyzuje upadki na dupkę. Nauczył się otwierać sobie pralkę, a że mamy pralkę w szafie w korytarzu to spędza tam 70% dnia. Mały rozrabiaka, którego kocham nad życie

PS: wczoraj oglądaliśmy pierwszy odcinek 7 sezonu 'Gry o tron'. Aaaaaaaa podnieta razy miliard!

PS2: W wolnym czasie pochłonęłam 'Bad Mommy'. Pierwszą w całości książkę od narodzin Pana Jana. Iiiiii... polecam! Genialny thriller psychologiczny. Fajnie się czyta i wciąga jak cholera

A teraz czas na fotki

https://s24.postimg.org/5o89w6p9h/20170704_161648.jpg
O tak mnie tata uczy chodzić ^.^

https://s13.postimg.org/octky8fvr/20170704_172506.jpg
Dziadek kupił, tata zamontował

https://s4.postimg.org/7cjqoq7n1/20170706_185606.jpg
Rodzice relaks przy grillu (poza mamą która latała i fotki pstrykała :p) a my z Samborem pełen chill na kocyku

https://s24.postimg.org/puwwm8amt/20170707_160703.jpg
Ło Matko Bosko, mamo gdzie mnie wysłałaś?! (Park Miniatur - Krajno)

https://s4.postimg.org/fnp889ud9/20170709_184634.jpg
No sieeemaaaaa

https://s4.postimg.org/3sbwl9619/20170715_075910.jpg
Takie poranki kocham najbardziej

https://s11.postimg.org/wo5o5o48j/20170716_080144.jpg
Chodź Natalka, ja Cię pobujam.

https://s13.postimg.org/uts56o31j/DSC07954.jpg
Tak, ten moment i łzy w oczach

https://s24.postimg.org/topmehajp/DSC07961.jpg


https://s9.postimg.org/l61pi0u6n/DSC07968.jpg
Ajajaj mój mały kawaler

https://s2.postimg.org/5zo7hj049/DSC07975.jpg
Zobacz mamo jaki jestem grzeczny!

https://s2.postimg.org/fil4q434p/DSC07978.jpg
Rodzice + rodzice chrzestni.

https://s11.postimg.org/kjwxisr4j/DSC07986.jpg
Zdjęcie z serii grupowe. Chrzestną wezwały obowiązki zmiany pieluchy u córy :p

https://s23.postimg.org/mqzingu6j/DSC08004.jpg
Kawalerrrro!

https://s13.postimg.org/bx8zqqjbb/DSC08011.jpg
Tort ujęcie 1

https://s11.postimg.org/n47d24f8j/DSC08013.jpg
Tort ujęcie 2

Dziękuję wszystkim za uwagę! Wstał Pan Jan, pędzę gotować parówkę

EDIT: a no i zapomniałam dodać, że od kiedy Jasiek zrobił się bardzo mobilny i wstaje, ilość wypowiadanego przeze mnie 'Janek! Nie wolno!' zwiększyło się do pierdyliarda razy na dzień

0
Dodaj komentarz

Post pt 'żalę się'

Były ochy i achy w poprzednim poście. Teraz muszę ponarzekać. A mianowicie tak mnie naszło przed chwilą jak klepałam pulpeciki dla Jasia na obiad...
26 sierpnia chcemy zrobić Jasiowy Roczek. Wypada idealnie bo to sobota. No i zaczynają się schody.
1. Chrzestna Jasiowa (siostra Jarka) mieszka na codzień w Szwecji. Niestety do tego czasu nie będzie już jej w Polsce - rozumiem.
2. Chrzestny Jasia (przyjaciel Jarka od małego) okazało się że oni (z narzeczoną a wtedy już żoną) chyba mają bilety na Męskie Granie ale muszą sprawdzić - no też jestem w stanie zrozumieć, bo nie mówiliśmy im wcześniej a nie muszą się domyślać że będziemy robić jakąś imprezę.
3. Teściowie (No jakby nie było Jasia dziadkowie) mają tego dnia wesele... uwaga! jakiejś znajomej córki! I tu zabolało najbardziej. No oczywiście będą, posiedzą Ale na ślub i wesele też idą (a w zasadzie nawet to nie jest wesele tylko przyjęcie po ślubie cywilnym). A przecież po drodze makijaż i fryzjer. No to ile oni posiedzą?
No przykro mi się zrobiło. Czy ja na prawdę przesadzam? No ok Janek skończy rok i za cholerę nie będzie pamiętał że prawie wszyscy to olali... Ale ja tak bardzo chciałam żeby ten dzień był idealny... Grill, tort, czapka papierowa na główce Jasia, jakieś girlandy i balony z 1. 1 na torcie... A przede wszystkim otaczający bo, kochający go ludzie... pfff zagryzam wargi bo łzy cisną mi się do oczu... tak jest mi przykro

3
komentarzy
avatar
U nas było podobnie, ale wiesz co dopisali inni i okazało się, że był to cudowny dzień. Dopisali goście, pogoda, tort oraz uśmiech dziecka. Za kilka lat to nawet ja nie będę pamiętać dlaczego pewnych osób nie było a powinni.
avatar
Dzien bedzie idealny, bo przy Jasiu będą sami kochający ludzie. Niektórym się nie uda, no trudno. Myślę, że Jaśko Wam to wybaczy i za te kilkanaście lat obejdzie się bez dodatkowego kieszonkowego Kochana, Jasko bedzie zachwycony tym, co mu zorganizujecie, zapewniam Cie :*
avatar
Booooże, w ogóle to patrzę na te Jasiowe zdjęcia i się napatrzec nie mogę, taki słodziak! Pokazałam Chłopu i komisyjnie stwierdzamy, że jest ge-nial-ny! A taki malutki był na tym zdjęciu z Tatusiem
Dodaj komentarz

Nie mam pomysłu na tytuł :p

Kurcze trochę czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Co się zmieniło od tego czasu? Trochę Jasiek już bardzo dobrze radzi sobie z gryzieniem z czego jestem bardzo zadowolona. Dziś na drugie śniadanie wsunął całą kanapkę z szyneczką A wcinał aż się uszy trzęsły.
Poza tym juz na prawdę dobrze radzi sobie z zostawaniem beze mnie. Już nie ma płaczu, ani marudzenia. Dogadał się z nianią Poza tym w weekend prawie cały został z moimi rodzicami. Miałam trochę stresa, bo to był pierwszy raz kiedy zostawiałam go na noc. Ale wszystko było super. Poza tym że trochę nie dał pospać dziadkom w nocy, ale obstawiam zęby. Rano podobno obudził się z uśmiechem na buzi i nawet nie zauważył, że nie ma mamy :p Cieszę się, bo już na prawdę zaczynałam łapać doła z tego powodu. Tym bardziej, że zbliża nam się wieczór panieński/kawalerski a potem wesele.
Poza tym chyba nic ciekawego się nie dzieje.
Choć wczoraj myślałam że pizgnę moim laptopem z 3 piętra. Się nie bał i się zje*bał... Musiałam walnąć formata bo nie szło inaczej. I straciłam cały przygotowany materiał na filmik na roczek Jasia. Znowu będę wybierać spośród pierdyliarda zdjęć i filmików :p Well... moja wina bo nie zgrałam sobie tego nigdzie. Ale i tak byłam wściekła.
Aaaaa wczoraj mądra mamuśka wskoczyła na solarium. Na 8 minut. No bo przecież opalona jestem to mi nie zaszkodzi. Tylko nie wzięłam na poprawkę tego, że np na brzuchu to ja opalona jestem jak córka młynarza. I teraz cierpię :/ Mam nauczkę na przyszłość. Zebrałam ochrzan od małżonka i ze spuszczoną głową przyznałam mu rację (a Bóg mi świadkiem, nie robię tego często :p)

No dobra... chyba tyle. Tak o wszystkim i o niczym. Na koniec standardowo kilka fotek Pana Jana

https://s4.postimg.org/fe35fr6yl/20170727_111936.jpg

O Jezusie Chrystusie no przecież! Janek wczoraj skończył 11 miesięcy. A ja zapomniałam o tym napisać dopiero jak w zdjęcia weszłam to mi się przypomniało xD

https://s21.postimg.org/t2lcs9i47/20170726_071101.jpg

https://s17.postimg.org/yknu6x6hb/20170725_152608.jpg

https://s2.postimg.org/z9nts2kop/20170724_154508.jpg
I nas koniec brzydka matka z cudnym Jasiem
Taaaaaak zmieniłam kolor włosów!

https://s12.postimg.org/ihd5j5mf1/20170720_162537.jpg

1
komentarzy
avatar
Ey, za chwilę roczek! Ale ten czas leci, a z dnia na dzień Jaśko coraz przystojniejszy! Mama też świetnie się prezentuje! Pasuje Ci ten kolorek! :*
Dodaj komentarz

W poszukiwaniu zagubionej radości...

Ten post będzie naładowany negatywną energią. Jeśli nie chcesz zepsuć sobie humoru, to nie czytaj. Jeśli jednak zdecydujesz się go przeczytać, na wstępie proszę - nie osądzaj mnie.

Sama nie wiem od czego zacząć. Tyle myśli krąży teraz w mojej głowie. Może zacznę od tego, że od dłuższego już czasu mam przyklejony do twarzy sztuczny uśmiech pt 'wszystko jest w jak najlepszym porządku'. Na zewnątrz udaję, że jest fajnie, wesoło, życie toczy się szczęśliwym torem i nic więcej nie potrzebuję. To nie prawda. Już jakiś czas toczę wewnętrzną walkę, o której wiem tylko ja. Nie wie nawet mój mąż, rodzice, najbliższa przyjaciółka. Nikt. To co czasem dzieje się w mojej głowie przeraża mnie. Muszę przyznać się sama przed sobą, że czasem nie radzę sobie ze sobą. Wstaję rano z łóżka (w nocy też jak trzeba) i robię te wszystkie rzeczy dnia codziennego. Jem śniadanie, karmię Jaśka, idę do sklepu, bawię się z synem, uśmiecham. Sprzątam, gotuję obiad, robię kolację. Witam męża po pracy z uśmiechem. Rozmawiamy, razem kąpiemy Jaśka i kładziemy spać. A potem ja kładę się do łóżka i myślę. Już sama nawet nie wiem o czym. O tym jakie to życie jest chujowe? Jak nie potrafię znaleźć w nim tej zagubionej gdzieś dawno radości? Jak mi kurwa czasem źle?
Ktoś może sobie pomyśleć 'dziewczyno, ogarnij się!' I ma w 100% rację. Mam kochającego męża, dom, rodzinę. Zdrowe dziecko, pracę którą uwielbiam. Jestem zdrowa, nie borykam się z żadnymi poważnymi problemami. A jednak czuję, że nie ma już tej dawnej, szczerze uśmiechniętej Magdy. Gdzieś zgubiłam ją po drodze i bardzo chciałabym ją odnaleźć. Bo tej, która jest teraz szczerze nienawidzę. Wszystko mnie irytuje. Nie potrafię się szczerze czymś cieszyć. A nawet jeśli, to przez bardzo krótką, ulotną chwilę. Staram się, na prawdę. Myślę o tym, jak ludzie mają gorzej. Że na prawdę nie powinnam narzekać, bo nie mam na co. Ale czasem czuję się, że lepszy byłby świat beze mnie...
Skąd dziś ten post? Po wczorajszych wydarzeniach. Po tym jak posprzeczałam się ze znajomą. Kłótnią bym tego nie nazwała. Raczej sprzeczką właśnie. Głupia sprawa i bardzo błaha. Umówiliśmy się ze znajomymi, że wpadną do nas po pracy. Zapytałam o której będą, znajoma napisała że szacunkowo koło 18, ale że jeszcze dadzą znać. 17.45 napisała że raczej będą bliżej 19 bo obiad im się długo robi. Jak o 18.45 zapytałam czy już wyjechali (mają spokojnie ok pół godziny drogi do nas) to napisała, że jeszcze nie i czy w takim przypadku mają nie przyjeżdżać. Kurde nie chce mi się całej sytuacji opisywać. Generalnie może zbyt emocjonalnie podeszłam do faktu, że się spóźniają, że byliśmy umówieni a tak na prawdę oni mieli kiedyś do nas pretensje że odkąd jest Janek to za rzadko się widujemy. Może też dlatego, że odkąd jest dziecko, lubię mieć wszystko poukładane, bo inaczej stoczyłabym się już na samo dno i z niego nigdy nie wylazła. Może dlatego, że skończyła się spontaniczność, spotkania po 21 i imprezy do rana. Bo tak na prawdę nigdy nie wiem, czy prześpię noc, czy wstanę o 5, czy będę mieć pobudki co 2h. Że chciałabym się położyć o sensownej porze, bo chciałabym złapać trochę snu.
Po prostu od słowa do słowa wyszła gęsta sytuacja. Ostatecznie przyjechali a ja miałam wrażenie jakbym siedziała z zupełnie obcymi ludźmi. Jakby ta przyjaźń wieloletnia, nasze wielokrotne wspólne wyjazdy, wspólne alkoholowe 'zgony', imprezy do rana, wsparcie i razem wylane łzy w problemach, pomoc i radość nigdy nie miały miejsca. Jakby to był tylko sen, który minął, skończył się i prysł jak bańka mydlana. I to chyba przelało czarę goryczy. Jest mi źle. Tak bardzo kurwa źle. Za oknem lato, temperatura nie zachęca do spacerów ale przynajmniej nie leje i świeci słonko. Mam wszystko... A jednak mam wrażenie, że to nie moje. Że ktoś mi to w końcu zabierze a ja zostanę sama. Przez moje zachowanie i obecne podejście do świata. Że to moje życie przemyka gdzieś obok mnie. Że zaraz się skończy.
Mam syna, którego kocham nad życie i to chyba to daje mi kopa żeby codziennie wstać z łóżka. Ale boję się że on to wszystko czuje. A ja bym chciała żeby miał szczęśliwe dzieciństwo i uśmiechniętą mamę. Tak bardzo bym chciała...

PS: nie wiem czy nie skasuję tego postu. Potrzebowałam się gdzieś wygadać bo inaczej czuję, że bym wybuchła...

5
komentarzy
avatar
uwaga-nie osądzam! Nie jestem lekarzem ale wygląda mi to na depresję, poczytaj blog matka nieidealna. Z deprechą trzeba walczyć a nie wiem czy sama dasz radę bez pomocy specjalisty
avatar
Hej. Również - nie oceniam. Mogę tylko doradzić. Myślę, że każda z nas ma lepsze i gorsze dni. Ludzie przyjmują maski by inni nie widzieli ich smutku, płaczu, obaw, by uniknąć niewygodnych tłumaczeń, by ich demony pozostały w ukryciu. Ja tak też czasem mam i każdy ma. Nie każdy tylko się do tego przyznaje. Jeśli taki trudny czas utrzymuje sie cuągiem przez dłuższy czas również polecam specjalistę, psychoterapeutę. Jeśli jest twk co jakiś czas i nie trwa to ciągiem zbyt długo - wyjdź z domu bez męża i dziecka i zrób coś tylko dla siebie. Coś co lubisz lub coś nowego. Zmień swoje życie by i dla Ciebie było najlepiej. Wiadomo jesteś mama, żoną, pracownikiem, gospodynią domową i chcesz się spełniać we wszystkich tych rolach ale zawsze robisz coś dla kogoś. A zrób coś tylko dka siebie. Może basen, fitness, rower, rolki, masaż w salonie spa, kosmetyczka ? albo jakiś kurs, nauka np. gry na gitarze, języka, szycia hand made, kurs fotograficzny, studia, cokolwiek co sprawiło by Tobie przyjemność. Możliwośćci jest wiele, trzeba tylko się rozejrzeć. Głowa do góry, pierś do przodu i działaj Kochana. 3mam kciuki :-) i pozdrawiam
avatar
Etuś, już dawno miałam Ci odpisać, przepraszam! Kochana, jeszcze by tego brakowało, żeby któraś z nas miala Cię oceniać. Przecież wszyatkie zaliczamy mniejsze lub większe doliny. Twoja jest chyba całkiem spora i moim skromnym zdaniem, dobrze by było gdybyś się z nią podzieliła z Mężem, zaufaną osobą czy psychologiem. Fakt, masz wspaniałą Rodzinę i wiele powodówmdo szczęścia, co wcale nie wyklucza się z tym, jak teraz się czujesz. Nie ma już dawnej Ciebie i nie będzie. Taka prawda. Jesteś Mamą, to level kosmos. I nawet jeśli mogłabyś trochę wrócić do dawnego życia, znaleźć samą siebie, to i tak w glowie i serduszku jesteś już inną osobą. Inną, bo masz Jasia. I wiesz przecież, że w tym wydaniu też możesz być szczęśliwa, nawet jeszcze bardziej. Nie chodź z przyklejonym uśmiechem, to najgorsze co może być. Nie chowaj tych czarnych myśli, masz do nich prawo. Podziel się nimi. Szkoda Twojego czasu na siedzenie w czarnej dupie :*
avatar
Etuś, odbiór! Przyzywam Cię! Co tam? Myślę o Tobie, oj myślę :*
avatar
Kochana, smutne jest to co piszesz. :-( Ale myślę, że każdemu może się zdarzyć trudniejszy czas.
U mnie zawsze pomaga odizolowanie się od świata. Zakładam słuchawki na uszy, włączam muzykę i raz myślę o wszystkim co złe, czasami popłaczę, albo rozpłynę się w tej muzyce. Taka moja własna terapia. :-)
Teraz na głowie mam inne myśli pt. 'Poród' i 'Jak ja dam sobię radę z Naszym Maluszkiem', ale przed ciąża w czasie starań też było tak, że nie wiedziałam co dalej, stałam w miejscu i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ake to minęło. :-)
U Ciebie też na pewno minie. :-* Będzie dobrze, bo tak jak piszesz - masz wszystko. Nie smuć się kochana. :-) Może powinnaś mieć raz w tygodniu taki czas tylko dla siebie? Na wyjście do kosmetyczki, na kawę do ulubionej kawiarni, do kina na film który Ci sie spodoba? Takie kilka godzin, które pomogą Ci się zrelaksowac?
I według mnie powinnaś pogadać z mężem! Sama piszesz że jest kochającą osobą! Na pewno Ci pomoże przez to przejść. :-* Tulę mocno. :-* :-* :-*
Dodaj komentarz

Życia ciąg dalszy

Jestem. Żyję. Bo mam dla kogo Dla tej mojej małej Pierdoły, która za 2 tygodnie kończy rok! Nie wierzę. Nie wiem kiedy to zleciało. Nie wiem kiedy. Podsumowanie zrobię w poście 'Roczkowym'. Chyba będzie długi
Co że mną? Jakoś życie się toczy. Raz jest lepiej raz gorzej. Ale zawsze staram się szukać pozytywnych stron nawet w ciemnej dupie. I chyba mi wtedy lepiej. Każdy uśmiech mojego syna jest dla mnie światełkiem w ciemnym tunelu. Jest dla mnie silna ręka, która wyciąga mnie z najgłębszych zakamarków. I za to kiedyś mu podziękuję. Jak dorośnie. Żeby wiedział.

Z takich przyziemnych informacji to odbył się wieczór Panieński i Kawalerski. Chłopcy pojechali na weekend nad wode. Domki, mięcho, wóda i dobra muzyka. I nic więcej im do szczęścia nie potrzebne :p my bawiłyśmy się bardziej w stylu babskim. Jedzonko, drinki, tort i klub. Jutro już wesele. Kurczę a dopiero co powiedzieli że się zaręczyli...
Dziś jedziemy do Kielc. Wyjezdzamy wieczorem po kąpieli Młodego z ogromną nadzieją że prześpi cała drogę i potem po przyjeździe przełożony do łóżeczka pójdzie dalej spać jutro o 12 fryzjer. A jeszcze po drodze jedziemy do galerii kupić Jarkowi koszulę i buty. Nie ma to jak zakupy na ostatnią chwilę...

Finalizując. Postaram się myśleć pozytywnie Ale niczego nie gwarantuję. Jeśli tylko poczuje że nie radzę sobie już sama że sobą, pójdę po pomoc do specjalisty. Bo życie jest zbyt krótkie i zbyt piekne. No i jest Jasio. Moja Gwiazdeczka na ciemnym niebie

https://s28.postimg.org/8cc3zdgul/20170809_163136.jpg

https://s27.postimg.org/ytrfpt6tv/20170808_074648.jpg

https://s28.postimg.org/9bx26wdvx/20170807_153404.jpg

https://s27.postimg.org/q0w4qz32r/20170804_092601.jpg
Joł joooooł!

https://s28.postimg.org/pnilritp9/20170730_115324.jpg

3
komentarzy
avatar
Udanej imprezy Włosy pomalowałaś?
avatar
Jak bardzo rozumiem Twój stan.. Długo miałam gorsze dni.. Kilka trików, które mi pomogły:
1. Kiedy jest mi źle zamykam oczy i szukam pozytywnej Iskierki tego co jest.. Takiej sekundy radości.. I powtarzam aż uwierzę.. Nawet jeżeli to jest "pada deszcz, będą piękne kwiaty" :-D
2. Oddaje się w każdej wolnej minucie rzeczom które lubię np ogród.. Jeżeli dobrze kojarze Ty pięknie rysujesz..
3. Ćwiczę, w szczególności jogę
4. Czytam książki które uświadamiają mi że nie jest tak źle np jesteś cudem Regina brett (chyba tak się pisze)
5. Modlę się.. Wierzę, że ktoś nade mną czuwa i wie lepiej niż ja że kiedyś będzie dobrze.. Muszę tylko zaufać..
6. Kiedy zupełnie sobie nie radzę idę do psychologa

Mam nadzieję że chociaż jedno pomoże..
avatar
Ooo. :-* Widzę że komuś znudził się blond. ;-) Piękna mamusia i przystojny synio. <3
Dodaj komentarz

Agrrrrrr....!

Kosz kur... wczoraj wieczorem jak położyliśmy spać Młodego to wychodząc z łazienki zauważyłam ciemną plamę na podłodze. Podchodzę - woda. Cieknie po ścianie. Gdzieś puściła nam rurka od klimy. Zajebiście - trzeba będzie kuć :/
Do tego Jasiek dostał kataru. No i noc że tak powiem w dupkę. W końcu wzięłam go do łóżka i spał że mną. To nic że się wiercił i mnie skopał. Jakoś tak dobrze się czułam mając go tak blisko Ale niestety budził się czesto. Nosek zapchany. I trochę kicha. Ale on kicha zawsze. No i nie wiem. Czy to katar na zęby czy zaraził się od Jarka (bo ta pałka na weselu wychodziła na dwór cała mokra. A to był ten chłodniejszy weekend). Już myślałam że go ominie. Mnie zresztą tez. No zobaczymy. Na razie żadnego kaszlu, gorączki a katar raczej wodnisty. Teraz Trąbson śpi ale walnął na mnie focha bo chciałam mu nosek katarkiem wyczyścić... ło Jezu... masakra była :p
Dziś na 11 idziemy na pierwsze strzyżenie do mnie do pracy zobaczymy czy Jaśko da koncert. Ale ma już długie te kłaczki i poci się w gorące dni. Moje mięciutkie, bobaskowe włoski zostaną obcięte
Za tydzień Janek kończy rok. Matko Boska aż w to nie wierzę. Nie wiem kiedy to minęło. To był chyba najcięższy ale i jednocześnie najpiękniejszy rok w naszym życiu

PS: dziękuję Wam Kochane za słowa wsparcia. Na prawdę wiele dla mnie one znaczą :*

https://s11.postimg.org/f71xiunoj/20170817_142159.jpg
I taki Jaś na koniec :*

2
komentarzy
avatar
Koniecznie daj znać jak już będziecie po wizycie u fryzjera:-)
My pierwszą wizytę u fryzjera mamy jeszcze przed sobą...
avatar
Czytam co tam u Was na bieżąco, ale cały czas coś przeszkadza mi w nawet krótkim komentarzu! Wrrrr. No z rurami i awariami to mam fatalne doświadczenia, mam nadzieję że szybko sobie Kochana poradzicie! Eeech, ten Jaś...no cudny jest!
Dodaj komentarz
avatar
{text}