avatar

tytuł: Motyle w brzuchu

autor: zielińska

Wstęp

about me

O mnie:

O mnie? Niby taka stara (rocznik 1980...) a wciąż jeszcze szukam takiej idealnej siebie... Zmieniam się, szukam właściwych ścieżek, chciałabym w końcu być z siebie zadowolona, ale... Zawsze jest jakieś ale! Ogólnie jestem żoną od 14 lat, matką też od 14, nauczycielką od 16.

about me

Jestem/chciała bym być mamą:

Normalną, taką co potrafi okazywać miłość, wybaczyć błędy lub przeprosić za swoje, cieszyć się, śmiać i płakać...

about me

Moje dzieci:

14-letnia Maja i 2-letni Piotruś. Moje cudy i sens życia!

about me

Moje emocje:

Zdarza mi się śmiać bez konkretnego powodu lub wzruszać przy oglądaniu jakiegoś badziewiastego serialu, więc chyba wszystko w normie :)

cd. - na czym to ja skończyłam? Że pielgrzymka okazała się dla mnie wręcz zbawiennym przeżyciem, chociaż na początku codziennie rano mówiłam, że idę dziś ostatni dzień i jadę do domu, no ile można się modlić, msza codziennie, ludzie, zwariować idzie! Ja muszę iść popłakać w samotności, poużalać się nad swoim życiem, ja smutna jestem, a wszyscy naokoło ciągle z byle czego się cieszą, jadę do domu! No dobra, jadę jutro, jeszcze jeden dzień może przeżyję. Jeszcze jeden. Naprawdę chcesz jechać? Szkoda by było... To chyba wtedy się nauczyłam, że ja podejmuję decyzję, ktoś może namawiać tak, ktoś siak, a ja mam wiedzieć, co ja chcę i przyjąć na siebie odpowiedzialność. Jak usłyszałam to ''szkoda by było, jakbyś odjechała'' od pewnego chłopaka, to z lekka zawirowało mi w głowie, ze szczęścia, ale szybko to odrzuciłam. Nie, nie ma żadnego zakochiwania się, to głupota! Rób tak, jak sama chcesz, nie słuchaj nikogo! Zostałam, nie bawiłam się w to, żeby być dla kogokolwiek miła, ale zostałam, bo sama chciałam. Słuchałam codziennie 'konferencji', czyli tak jakby kazań, ale to było ciekawsze od zwykłych kazań niedzielnych. Życie ukazywało mi się od nowej strony, tak jakbym ze zburzonych we mnie kawałków budowała się od nowa, ale już w nieco innej wersji. Taki update! Nie wpadłam w maniacką wiarę, ale już nie zapierałam się rękami i nogami. 
Fizycznie mi nic nie było, byłam przyzwyczajona do marszów, słońce mi nie przeszkadzało, deszcz bardziej by mnie wybił z rytmu, na szczęście padało tego lata na naszej trasie jeden dzień. Mam w pamięci jak siedzimy na postoju, takie zmokłe kury, na schodach jakiejś szkoły, każdy naokoło tworzy własną kałużę, już i tak bardziej mokro być nie może, czekamy czy przebłyśnie słońce, ale nie, lało cały dzień, a my idziemy z ''bratem'' - tak się przecież na pielgrzymce mówi - ''siostro'', ''bracie'' po grześki i po arbuza. Jemy po drodze, nie przejmując się że sok kapie po brodzie, i tak pada. I rozmawiamy o głupotach, a nie wypowiedziane zostają słowa: dobrze mi się z tobą idzie, gada o tych głupotach, i co najdziwniejsze, dobrze mi się z tobą milczy. Szybkie spojrzenie w te zielone jak agrest oczy, i znowu muszę sobie powtarzać, nie, zostaw to, a sio! Bo wszystko zepsujesz. Kolega - tak, ''brat'' - tak i koniec. 
Pamiętam, jak piękne były niektóre apele wieczorne jasnogórskie, kiedy tym najlepszym muzykom z całej pielgrzymki chciało się grać... Jak miałam nocleg z dziewczyną, której imienia nie pamiętam, a której przez noc opowiedziałam całe swoje życie, a może nic nie powiedziałam, tylko po prostu się wypłakałam, wyszlochałam a ona mnie przytulała i kołysała, przez okno płynął zapach mięty z ogródka i na drugi dzień już nie mogłam jej znaleźć... 
Pamiętam jak dobrze mi było z pełną akceptacją mojej przyjaciółki, nie oceniała mnie, tylko zawsze była obok... 
I pamiętam jednego 'pana', który wpadł do domu, gdzie miałyśmy nocleg zaproszone przez żonę tegoż miłego 'pana' i jak on na nią wrzeszczał, że ona głupia jest, znowu tych darmozjadów przyjmuje ona mu nieźle odpyskowała, trochę im tam różnych 'kurrr' poleciało, a my siedziałyśmy jak myszy pod miotłą, żeby nam nie przyłożył facet, hehe.
No i był ten pan, co był tak miły i uczynny, że zawinięty w ręcznik na biodrach, po kąpieli, przyszedł do nas z łapką na muchy, że on jeszcze komary nam odgoni i skakał nam po pokoju w tym kusym ręczniczku, tym razem był ubaw po pachy! 
Aaa, i nocleg w szkole, w Lipinkach, gdzie pogrążona w smętnych rozmyślaniach siedziałam pod budką z telefonem i w końcu zamiast zadzwonić, długo w noc rozmawiałam z 'bratem', tym od arbuza i agrestowych oczu Niebo gwiaździste nade mną, a świat przede mną. We mnie rodziła się miłość, ta prawdziwa, chociaż wtedy o tym nie wiedziałam… 

Jutro mija 17 lat od chwili gdy poznałam mojego M. Przedstawiono nas sobie na samym początku pielgrzymki, od razu poczułam do niego sympatię, przez te oczy, przez uśmiech, po czym odwróciłam się na pięcie i miałam ważniejsze sprawy na głowie. Do dziś nie poczułam już nigdy więcej, żeby czyjeś spojrzenie tak tkwiło w pamięci, tak poruszyło całą duszę. To musiała być ta słynna miłość od pierwszego wejrzenia, hehe. Opierałam się dzielnie całe trzy tygodnie pielgrzymki, i jeszcze przez parę dni wspólnego wyjazdu w Tatry, zaraz po Częstochowie, i tak sobie myślę, że to było piękne. Jedne z najpiękniejszych dni w moim życiu. Ktoś powiedział, że życie jest jak puzzle, co widać dopiero na starość, kiedy rozumiemy, jak jedno wydarzenie doprowadza do drugiego i się wspólnie łączy i układa w spójną całość, a my tego na początku nigdy nie widzimy... 

Taki wspomnieniowy setny wpis Przez wszystkie nasze wspólne lata, te dobre i złe, kiedy się zastanawiałam, co ja do cholery robię w tym małżeństwie, przypominałam sobie, jak się poznaliśmy, i wiedziałam, że chcę być z nim dalej. Że tej miłości nic nie wymaże, nie złamie. Ale smęty ze mnie wyłażą... koniec. Idziem, Piotrek, po bułki! 

2
komentarzy
avatar
Piekne wspomnienia Ja sie niestety z moim narzeczonym poznalam przez internet, ale w sumie nie wiazalam z tym spotkaniem zadnych nadziei, a tu jednak zaskoczylo :p
avatar
Znam dwa małżeństwa, gdzie poznano się przez internet i są to bardzo udane małżeństwa! Także nie ma co mówić ''niestety'', Katy, to Wam tylko dobrze wróży
Dodaj komentarz

Piotrek, Maju, ku pamięci dla Was - zaćmienie dziś podobno jedno takie na sto lat. No, to wy je przeżyliście, macie moje poświadczenie. W dodatku ja je sobie widzę leżąc w łóżeczku, patrząc przez otwarte okno, na wypasie! 
A jak wam będą mówić kiedyś, że ''ekstremalne upały'' wystąpiły też tego lata, to możecie za moim również poświadczeniem prychnąć w nos. Będę egoistycznie patrzeć na czubek własnego nosa, ale dla mnie jest pięknie. Powietrze pachnie dojrzewającymi papierówkami, ciepłą ziemią, rozgrzaną, dookoła słychać świerszcze, nawet mucha, która wleci na chwilę i bzyczy nad sufitem i obija się o okna, ma w tym szeregu swoje miejsce. Dla mnie takie lato może trwać... Jak chcę sobie popsuć humor, to myślę o deszczowej jesieni, wietrznej, pochmurnej i błotnistej zimie i - nie chcę! Nie cierpię zimna, a melancholijnej i zadumanej jesieni wystarczyłby... tak na oko... jeden dzień? No, pół dnia. 
Ja się chyba na starość wyprowadzę do Hiszpanii jakiejś  
A ten księżyc, co to jest i nie jest jednocześnie to naprawdę czerwonawy się robi! 

Na pamiątkę: 
piosenka kominiarza 

0
Dodaj komentarz

Sądny dzień, trudno. Maja została wygoniona z łóżka, Piotrek odgoniony od bajki a ja mam chwilę ulgi że sobie na kogoś pokrzyczałam. Brzuch mnie boli, denerwuje wszystko. Że nie mam swojego ogródka, gdzie urządziłabym kącik dla synka, bezpieczny, z basenikiem, zazdrosna jestem, że moja siostra jedzie na urlop, zła jestem że mama jest na rehabilitacji tak daleko, że nawet odwiedzić nie ma jak, boję się, że babcia powie, że jednak nie będzie się opiekować Piotrkiem i nie będę mogła wrócić do pracy. Jeszcze coś? proszę - wkurza mnie bałagan u Mai, wkurza mnie że wydałam kolejne pieniądze na ubrania, bo wydaje mi się, że nie mam w czym chodzić, wkurzam mnie ja sama, że mały codziennie siedzi przed komputerem i ogląda misia Kubę albo dina a ja przez ten czas owszem, czasem zrobię obiad, ale częściej po prostu siedzę w laptopku i szukam głupot. Ale zamówiłam chociaż sukienki do przymierzenia na wesele, niedługo przyjdą, dla mnie i dla Mai, zobaczymy... 
Na plażę nie ma jak się wybrać, cały czas ostrzeżenia przed sinicami i zamknięte kąpieliska. 

Dobra, idę się wziąć w garść, jak Piotrek się obudzi będę znów sobą  

Coś chciałam dodać, jakaś piosenka mi ostatnio krążyła po głowie... A, już wiem. Wczoraj jak usłyszałam to zastanawiałam się czy lubi to i zna ktoś, kto lubi Micromusic, takie trochę podobne w stylu:

pustki - o krok

I coś jeszcze, zmarł wczoraj Tomasz Stańko, a ja mu zawdzięczam pokochanie jazzu... 

kołysanka rosemary

Trąbkę Stańko rozpoznam zawsze i wszędzie. Nie mówiąc o głosie Anny Marii Jopek, hehe. 
''...a kto pokochał, choćby błądził bezdrożami nieczułości, będzie ocalony...''. 

2
komentarzy
avatar
A mnie najbardziej wkurza te cholerne 36 stopni w cieniu i cholerne słońce na głupio bezchmurnym niebie i podniecanie się w mediach, że jesteśmy najgorętszych miastem w Polsce. Nawrzeszczalam już na wszystkich domowników, nawet tym pod żaglami się oberwalo telefonicznie, a kot przezornie schodzi mi z drogi. Taki dzień widocznie.
avatar
grunt, że takie dni przechodzą, no nie? kot sobie też poradzi swoją drogą, mój kot leży w tym słońcu, w tym futrze swoim i wygląda jakby się uśmiechał, to albo u nas jeszcze nie są TAKIE upały, albo koty są BARDZO BARDZO ciepłolubne!
Dodaj komentarz

Uff, mały dopiero klapnął, i śpi. Byliśmy dziś rano na rynku po owoce, miałam wielce wyszczerzony uśmiech jak słyszałam, jak Piotrucha już ładnie nazywa dużo owoców, nie tylko w książeczce, ale na żywo. Chociaż rozumiałam chyba tylko ja, że ''uszka'' to gruszka, ''kawka'' to truskawka, a ''bulinki'' to malinki On na szczęście, mimo, że oficjalnie blondynek, to duszę ma czarną, jak ja, bo zdaje się nie dostrzegać upału. Naczytałam się ostatnio na belly jak dziewczyny piszą o aplikacjach na telefon, takich do odchudzania, i sobie też zainstalowałam. Lifesum czy jakoś tak. I teraz, po naszych porannych zakupach, siedziałam i wstukiwałam pracowicie: 5 czereśni, jedna śliwka, arbuz, cholera wie ile, tak na oko, a już w ogóle nie wiedziałam jak wpisać wylizanie miski po serniku (zrobiłam z malinami). Reszta dnia upłynęła nam wesoło w łazience, pod prysznicem, hehe. Piotrek ma potówki, śpi na golasa, chodzi po świecie na golasa, nawet pieluchy mu daję raz pampersowe a raz tetrowe, żeby odparzeń nie było, ale trochę krostek ma... Wygląda na to, że albo potówki, albo płetwy będzie miał, od siedzenia ciągle w wodzie. Tylko szkoda, że tak późno się obudziłam i jak w tym tygodniu wysłałam eM. po pracy po basen na ogródek, to się okazało, że wszelki asortyment dmuchano - plażowo - dziecięcy wykupiony... A ja już byłam gotowa stoczyć z teściami walkę o miejsce na najmniejszy basenik, muskuły napięłam... i dupcia. Na jutro zaplanowałyśmy sobie z Mają wycieczkę PKS-em na plażę, hehe, zobaczymy, czy się uda... Na trójmiejskie plaże nie chcę, przez sinice, a godzinę drogi od nas kusi plaża w Dębkach, otwarte morze... Tylko żeby nie padało od rana!

Rozmowa na podwórku:
- Piotrek, patrz, ślimak bez skorupki! To ślimak czy wąż, co? Co to?
Piotrek ogląda, pochyla się i stwierdza: -Kupka.
Ach, uwielbiam, gdy moje dzieci wykazują się inteligencją, nawet w tematach kupkowych!

Maja dostaje ode mnie zadania z szeroko pojętej historii sztuki i codziennie coś się uczy. I dobrze! Może mniej kasy się wyda na kursy przed egzaminami do plastyka

Przyszły sukienki z bonprixu! Mamy na wesele co ubrać! Przynajmniej w kwestii sukienki, bo zostaje jeszcze kwestia bielizny, ładnego pasującego stanika, butów, torebek, czegoś na wierzch... Ech...

Mama już ma z głowy dwa tygodnie i jeden dzień odsiadki w swoim rehabilitacyjnym ''szpitalu'', dla mnie to zakład karny jakiś, tylko ciekawe, co mama nabroiła, hmmm… No bo za nic ćwiczy w upale, rozciąga ranę i odbudowuje mięśnie, je szpitalne żarcie, nie dość że mało smaczne to jeszcze kolacja o 16:30! Nawet była w sali z kratami w oknach, ale już ją przenieśli. I wyjść nie można poza mur szpitala, nawet do sklepu obok. Ale na szczęście głos przez telefon ma spokojny i radosny, więc mogę pożartować z tego wszystkiego

I jeszcze ze spraw bieżących: opowiadam Piotrkowi, co będzie, jak mama będzie do pracy chodzić. ''Piotrusiu, leż ładnie, jak mama pieluszkę zakłada, bo wiesz, jak mama wróci do pracy, to babcia będzie się tobą opiekować, i pieluszkę zakładać i nie wolno babci uciekać! '' I takie różne wersje, na przykład ta "mama będzie rano mówić: pa Piotruś! Daj buziaka i zrób papa! A Piotruś będzie z babcią robił papa i będzie się bawił, babcia obiadek zrobi, miodku da, i potem powie Piotruś patrz! Mama przyszła! I mama przyjdzie! I przytuli cię mocno, mocno''. I tak dalej. A mały słucha, wiem i czuję, że dużo z tego rozumie i próbuje sobie w głowie poukładać, a jak to wyjdzie, to zobaczymy. 

I muszę pamiętać, że tak jak nie kupowało się lalek z kiosku czy straganu za 10 złotych, tak nie kupuje się też samochodzików najtańszych. Brr, jakie brzydactwo, a skusiła mnie właśnie cena. Piotrek uwielbia wszystko co ma kółka, więc zaopiekował się tym wozem też, ale ja mam nauczkę. 

 I zdjęcie do kolekcji ''nasza polna droga'' - odsłona lipcowa

https://images91.fotosik.pl/10/2e62227494c86436med.jpg

0
Dodaj komentarz

Zastanawiam się czasem, co ze mną jest nie tak, że z byle powodu odpala mi się tak maksymalny poziom zestresowania, że sama z boku mam ochotę w łeb sobie zdrowo walnąć. Śniła mi się dziś jedna nauczycielka ze szkoły, co uczyła przyrody i której kiedyś podpadłam (w realu, nie w śnie), bo było tak: mieliśmy wypełnić jakieś ankiety i ja wpisałam odpowiedzi takie na odwal zupełnie, no i ta pani pyta mnie na drugi dzień, czy może nie wypełnię jeszcze raz, porządnie, a ja palnęłam: ''wie pani, głupie pytania, głupie odpowiedzi, hehe''. Pani też zrobiła hehe i poszła. Łatwo się domyślić, że potem się dowiedziałam, że to ona układała tą ankietę. Hehe. Do dziś się zastanawiam, czy ona mi to pamięta czy nie  
No i w dzisiejszym śnie oważ pani była lekarką, która miała sprawdzić moje wyniki jakiś badań, co to ja widziałam, że złe były, a ona machnęła ręką, że wszystko w porządku i mam nie przesadzać i z zołzowatym uśmieszkiem mnie odesłała. 
Tak mi w głowie siedzi powrót do pracy! To nienormalne jest! Niech już się wszystko zacznie, bo to czekanie jest najgorsze. Dlatego nie robię dyplomowania, bo to też stres, nie mogę się zdecydować na prawo jazdy, bo to już poziom stresu niebotyczny i każda w ogóle pierdoła sprawia, ze boli mnie brzuch z nerwów... Już na przykład wpadałam w panikę, że nie mogłam się dodzwonić do medycyny pracy i będą problemy, ale dziś się dodzwoniłam i umówiłam, uff.

Ale ostatnio były dni, kiedy mogłam nie myśleć o niczym denerwującym, tylko oderwać się. W piątek zebrałam całą swoją odwagę, zebrałam dzieci moje wszystkie i zebrałam konieczny sprzęt w postaci ręczników, wiaderek, łopatek, kanapek, hektolitrów wody i koniecznie mnóstwo przekąsek i ruszyliśmy w świat! Pekaesem! Dla młodszego pokolenia - pekaesy to te stare, śmierdzące, bezklimatyzacyjne, terkoczące autobusy, co zawiozą cię raz na tydzień na największy wygwizdów, gdzie tory kolejki nie docierają a wypasionym furom łamią się podwozia. I udało się! Piotrek zafascynowany, bo jakby nie było, jechał ''bułą'', samo morze też go zachwyciło, woda cieplutka jak zupka, leciutki wiaterek dla ochłody - idealnie! Wróciliśmy dopiero wieczorem, tak było przyjemnie. Do powtórki! Jesienią na spacer też, jak eM. nie będzie mógł z nami jechać samochodem! 
W sobotę Piotrek odsypiał pół dnia, drugie pół siedział w baseniku, a w niedzielę pojechaliśmy nad jezioro, ale już zimno było, wiatr za duży, chociaż i tak przyjemnie. Bez nerwów, bez spiny żadnej, bez tłumów naokoło... na początku musiałam tylko wziąć worek na śmieci i zanim z samochodu przyszedł M. z Piotrkiem, to posprzątałam śmieci naokoło, bo wstyd mi było dziecko w taki śmietnik przyprowadzać. 
Ale kocham wychodzić z domku na takie ''wyprawy'', potem do swojego domku wracać... Pamiętam jeszcze jak ciężko było właśnie wracać, kiedy po całym dniu bycia sobą trzeba było przestawić się na tryb ''mieszkam z teściami''. Oj, ciężko. 

Jeszcze tylko napiszę, jak sprawdza się lifesum, mój licznik kalorii. Ach, to nie jest zwykły licznik, to mój przyjaciel prawdziwy! Jak on mnie ładnie motywuje, jak mnie dopinguje! Jak chwali! No to żeby nie psuć mu nastroju nie wpisuję tego kawałka serniczka... 

To dziś był wpis o mnie, bo na szczęście Piotrek żadnych rewolucji nie wyczynia, potówki mu zeszły, plaża nie zaszkodziła, wiatr nie przeziębił, jest cały, zdrowy i szczęśliwy. I mówi coraz więcej, uwielbia teraz sowo 'woda', na wadze do przodu - z 10,5 teraz częściej jest 10,7. Na plaży był najszczuplejszym dzieciuchem, same pultaski biegały obok. I zaczyna kampanię wyborczą na prezydenta, bo biega po świecie i woła ''dudadudaduda''  

I dla uzupełnienia: 
Piotrek zachwycony morzem i przystanek PKS-u, ten sam, z którego w latach osiemdziesiątych jeździliśmy do rodziny w odwiedziny, ach, niektóre rzeczy pozostają niezmienne, nawet w epoce smartfonów, dronów i innych nowości...
https://images89.fotosik.pl/13/ec8578bf02384176med.jpg
https://images91.fotosik.pl/13/f9b874bc101c7b22med.jpg

2
komentarzy
avatar
Cudne te twoje dzieciaczki korzystajcie z takich wypadów jak najczęściej.
Mnie też czeka powrót do pracy wracam od 17 września i też momentami mój niepokój sięga zenitu .
avatar
AntiR, dziękuję Ci za miłe słowa, czytałyśmy też z Mają Twoje wpisy pod jej 'wywiadem' i - dzięki
Cieszę się, że u Was wszystko w porządku, sielankowo wręcz, jak piszesz i oby tak jak najdłużej! Ten powrót do pracy najgorszy będzie na początku, prawda? Trzeba będzie nową rutynę wyrobić sobie... Buziaki dla Milenki!
Dodaj komentarz

Nie mam zamiaru tworzyć tu księgi snów, ale dzisiejszy to był koszmar -  śniło mi się, że wszyscy naokoło, moja mama, moje siostry mówiły mi, że jestem w ciąży, że mam piękny brzuszek, że już za dwa miesiące rodzę, jak cudnie, a ja słuchałam i czułam się coraz bardziej zagubiona - przecież nie mam żadnego brzucha! Nie byłam ani razu u lekarza! O czym one mówią? Koszmarem było moje poczucie zagubienia i niepewności, kto ma rację. Czyj świat jest prawdziwy. Kto mówi prawdę?? Za dużo chyba oglądałam ''Black mirror'', bo chociaż to nie jest mój top number one seriali, to wciągnęłam się. Stąd sny o świecie, w którym nie wiadomo, co jest prawdą a co rzeczywistością wirtualną... Pamiętam też jak na studiach, na zajęciach z filozofii, prowadzący profesor powiedział, że ważne jest odpowiedzieć sobie na pytanie czy jak ''zamknę oczy to dam sobie rękę uciąć, że świat na zewnątrz jest dalej taki sam''. No i ja tej ręki nie dam sobie uciąć. Poczucie pewności nie jest moją najmocniejszą stroną, nawet w snach... 
Jak do tego dodam mój ulubiony cytat ''raz dokonawszy wyboru codziennie wybierać muszę'', i połączę moje poczucie niepewności wszystkiego i siebie z potrzebą codziennego analizowania, czy aby na pewno wszystko dobrze robię to mój obraz samej siebie robi się... ech, męczący. Ale póki mój mąż ze mną wytrzymuje, nie jest źle, hue hue. Dzieci nie mają wyboru

Ale konkrety. 
Piotrkowi wywaliłam łóżeczko ze szczebelkami! W ogóle już z niego nie korzystał, przynajmniej świadomie, a jak go tam wsadziłam na śpiocha, to jak tylko się przebudził to zaraz wyrywał, czy  dzień czy w nocy. Śpi na starym rozkładanym fotelu, po Mai jeszcze, różowym zresztą, ale coś wymyślimy Grunt, że sam tam kładzie swoją podusię i zasypia. W nocy czy nad ranem i tak przydrepta do nas, normalka... 
Bardzo się cieszę, że dobrze się bawią ze swoim kuzynem, jak przychodzi mały Krzysio, to ja mogę robić obiad, robić ciasto, prasować, i w ogóle robić cokolwiek bez jęczącego rzepa uczepionego nogawki. Ogólnie Pietrucha ma straszną fazę pod tytułem ''mama mama mama mama''... 
Spędziliśmy cudny dzień u mojej siostry i jej dzieciaków, w środę bodajże, my się nie nagadałyśmy, wiadomo, ale nasze dzieci w wieku od lat 13 do 1,5 całkiem fajnie się bawiły. Piotrek ze swoją kuzynką urządzili sobie zawody w bieganiu po pokoju od ściany do ściany i nawet 35 stopniowy upał na dworze im nie przeszkadzał. Pluskali się też w basenie, Maja też, musiała tylko chronić plecy przed słońcem, bo miała paskudnie poparzone po plaży... Nie wysmarowałam jej sama, tylko biegłam za małym bąbelem i to był błąd - Mai plecy to mapa świata. Tam gdzie pacnęła kremem są blade, tam gdzie nie, są czerwono - różowe a teraz w ogóle są całe ze schodzącą skórą, tragedyja. 
A apka licząca kalorie już mi się znudziła i jem bez wklikiwania każdego kęsa w telefon. Zapewniam, że o wiele wygodniej

Zaprosiłam dziś Maję na wieczór na film, siedzi już obok, i czeka i dyszy mi przez ramię to kończę. Będziemy oglądać ''Dziewczynę z perłą'' w ramach edukacji domowej z historii sztuki. 

Do jutra zatem! 

0
Dodaj komentarz

Jest 6:30. Piotrek już po butli, przewinięty, książeczka ukochana o kolejce Błażeja przeczytana, bawi się chwilę sam. Mnie od jakiegoś czasu korci żeby spisać swoje wrażenia co do urlopu w domu. Mam mieszane odczucia i muszę je uporządkować.
Jestem w domu od lipca 2016 roku. Dwa lata i dwa miesiące. Pierwsze pół roku to było oczekiwanie z obgryzionymi paznokciami na kolejny tydzień, miesiąc, kolejną wizytę, sprawdzanie, czy wody nie odchodzą, takie zwykłe życie w ciąży. Zrobiłam wtedy na drutach z dwadzieścia poszewek na poduchy, trochę mnie to uspokajało. Bałam się za daleko ruszać z domu, na spacery chodziłam zawsze z kimś. Ale moje wspomnienia z tego czasu  są teraz  jakby ulepszone - pamiętam piękną wrześniową pogodę na spacerach wieczornych z Mają, czkawkę bąbla w brzuchu, remont pokoiku...
godz. 8:15, po zakupach i spacerze
… następne ponad pół roku, ba, nawet dłużej, żyłam w euforii, szczęśliwości ogólnej, nie miałam żadnego bluesa, żadnej żałoby za utraconym dotychczasowym życiem, jak płakałam to przez hormony i plączące się komplikacje noworodkowe, ale z całą pewnością nie był to baby blues. Cieszyłam się, że mam szansę wychowywać swoje dziecko w swoim mieszkaniu, a nie w ciasnym pokoiku w kuchni z teściami i na piętrze z rodziną siostry męża. Ale żeby nie było za różowiutko, to wydaje mi się, że dla samego dziecka lepsze jest jednak wychowanie właśnie wśród wielu ludzi, Maja żadnego lęku separacyjnego nie miała, była odważna, przebojowa, pewna siebie, ale nie egocentryczna, jak to zwykle jedynaki. Tylko ode mnie czasem w pieluchę klapsa dostała, bo ja traciłam cierpliwość szybko w tym otoczeniu. Piotrka to ominęło. Drę się czasem na niego, owszem, gadam głupoty ale nie klepię po niczym 
Przy okazji - jedno spostrzeżenie z ostatnich dni, z zabawy Piotrka z jego kuzynem, 4,5 letnim Krzysiem. Piotrucha nie wyrywa zabawek, nie denerwuje się jak Krzyś się czymś bawi a on nie, szuka sobie innej rozrywki, ma minę jakby chciał wzruszyć ramionami, ale jak ma w ręce coś, na czym mu zależy to nie odda, hehe. Nie jest taki ciapciowaty jak mi się wydawało
26 miesięcy w domu... Mogłam obserwować każdy gest synka, cieszyć się jego uśmiechem, rozumieć co chce zanim on sam wiedział, o co mu chodzi, ale też tym sposobem nikt inny nie miał do tego okazji. Jak ja jestem w domu, to inni mają czas na odpoczynek, to nie powinnam małego z nikim zostawiać, bo przecież ja jestem z nim w domu i sobie poradzę. Każde moje planowane wyjście bez ''ogonka'' było poprzedzone malutkimi wyrzutami sumienia, bo przecież ''ja powinnam''. To był błąd. Straciłam przez to część swojej pewności siebie, chociaż mam nadzieję, że to racja, że z asertywnością jest jak z jazdą na rowerze albo z seksem - tego się nie zapomina! Trzymam za słowo!
Dużo czasu przepłynęło mi przez palce. nie zrobiłam żadnego kursu, naoglądałam się za to mniej lub bardziej durnych seriali...
9:30 - po śniadaniach i ułożeniu puzzli
… i mam  trochę uczucie, że mogłam lepiej ten czas wykorzystać, jeżeli chodzi o mnie.
Fakt, że dużo planów rozbija się o brak pieniędzy. To co miałam na macierzyńskim i wychowawczym wystarczyło, żeby mieć co jeść ale na większe imprezki typu wyjazd, czy zrobienie prawa jazdy, to już nie było.
Ale nie. Nie żałuję niczego. Żadnej decyzji. To był też jednak czas bycia samodzielną mamą na pełen etat, czego jeszcze nie miałam okazji doświadczyć, mogłam zaobserwować wiele fajnych momentów, tych ulotnych, poznałam siebie od nowej strony, tej cierpliwszej, nauczyłam się brać co słodkie i zabawne i ciekawe i na tym się skupiać. To chcę zapisywać i zapamiętywać.
I jestem gotowa na następny etap - bycie mamą pracującą!
***
A z innej beczki: Piotrek przechodzi potajemnie jakieś kursy chińskiego, albo coś do zabawek dodają, czy ubranek - jego mówienie czasem to istny ćing ćiong jan jam, całe zdania takie buduje, no ale wystarczy że na końcu doda ''auto'' i wiadomo o co chodzi

0
Dodaj komentarz

Poranna rozmowa w łazience, tylko niech mi ktoś powie, czy świadoma czy nie...

Piotruś ma szczoteczkę w kształcie misia. I tak sobie przy myciu ząbków mówię:
-Ale miś pięknie myje zęby! I Piotruś pięknie myje ząbki. Kochany miś i kochany Piotruś!
-Mama!
-Kochana mama?
-Taaak!

Ja będę twierdzić, że świadoma!

0
Dodaj komentarz

Piotrusiu, ten wpis jest dla ciebie. Bo ty wujka nie będziesz pamiętał... Trochę się go bałeś, bo wujek był duży, miał tubalny głos, a ty, taki mamy cycek, chowałeś się za moimi nogami, jak tylko się do ciebie odezwał. Ale zza moich nóg wysyłałeś nieśmiały uśmiech! Bo dzieci wyczuwają dobrych ludzi, a wujek był z tych dobrych, wiesz? Ty już bąblu mój nie spróbujesz wujkowych kulinarnych specjałów, a to był mistrz w naszej rodzinie niezrównany w kuchni! Cisza po nim będzie odczuwalna, bo swoją silną osobowością wypełniał przestrzeń. Kochał swoją żonę, kochał swoją trójkę dzieci. Teraz twoja ciocia, twoje kuzynki i twój najlepszy przyjaciel - mały Krzyś - zostali bez taty. 
Zmarł 19 sierpnia. 
Piotrula, bądź zawsze dobrym przyjacielem, bądź jak brat dla Krzysia. Jemu nigdy nie będzie łatwo. Bez taty. 

Ksiądz na pogrzebie powiedział bardzo mądre słowa, zapamiętaj je sobie: jak człowiek się rodzi, to on jeden  płacze, a wszyscy dookoła się cieszą i śmieją. Żyj tak, żeby w dniu twojej śmierci było odwrotnie. 

A ja? Mam wrażenie, że oprócz żalu, smutku czuję też większą radość z życia. Powietrze pachnie mi bardziej, słońce świeci mocniej, życie kusi - po prostu BARDZIEJ. Znowu sobie wszystko przeorgazniowuję - na rzeczy ważne i na rzeczy nieistotne. I tak ma być.

5
komentarzy
avatar
Głębokie wyrazy współczucia dla całej rodziny : (
avatar
Dziękuję Ci, FreshMm!
avatar
Wyrazy współczucia dla rodziny
A co do twojego wpisu u mnie to jakie stare toż przecież my młode matki jesteśmy
A tak na poważnie to faktycznie trzeba sobie wszystko w głowie przeorganizować żeby osiągnąć spokój i życie szło do przodu i było takie jekie być powinno . Więc życzę nam z całego serca oby nam się udało: )
avatar
Bardzo wspolczuje straty bliskiej osoby
avatar
Dziękuję dziewczyny kochane!
Dodaj komentarz

No i po pierwszych nerwach. Byłam dziś na pierwszej radzie, pokazałam się w szkole, zostałam przywitana, wyściskana i przypomniałam sobie jak nuuuudno się siedzi na takiej radzie. Do tego w szkole jest po prostu rozpiździel wielki, bo remont się przesuwa w czasie i wychodzi na to, że będziemy z dziećmi skakać między kablami, prowadzić lekcje przy wtórze wiertarek, i takie to przyjemności mnie czekają. Wszystkie podręczniki, które będą rozdawane dzieciom z biblioteki szkolnej są jeszcze w pudłach na korytarzu... Także siedzę w komputerze i przygotowuję wszelkie opcje prowadzenia lekcji bez podręcznika. Rany, jak to się przydaje mieć trochę doświadczenia w tym zawodzie! 

Ale najważniejsze - babcia została dziś pierwszy raz sama z Piotruchem i PORADZILI SOBIE. Juhuuu!!! Piotrek dzielnie czekał na mamę czy tatę, co jakiś czas nas szukał wołając 'mama?', 'tata!', dobrze że nie słyszałam, bo serce by mi pękło, ale nie rozpłakał się! Babcia go chwaliła, że grzeczny, ze bawi się sam, no i nie mogła się nadziwić, jak on swoje ukochane puzzle układa. Nie dziwię się, bo ja też nie mogę się nadziwić Piotrek sobie spokojnie dopasowuje jeden puzel i drugi, jak nie pasuje to obróci, zmieni, ma cierpliwość, poprawi jak coś wyskoczy, ja sobie z boku najwyżej podpowiem, że to jest do Prosiaczka, jego brzuszek, a to do Tygryska... To niesamowite, ile taki dzieć mały rozumie. 
Zaczęłam go jakiś czas temu przyzwyczajać do spokojnych zabaw przy stole i teraz mam w efekcie genialne dziecko, hehe - rysujemy w bloku, przyklejamy naklejki, ba - Piotrek rozróżnia kształty i strasznie interesują go kolory, jak przynosi coś i podstawia pod nos, to znaczy, ze trzeba powiedzieć, jaki to ma kolor. Chociaż najbardziej to kocha autka i mechanizmy i wszystko co ma kółeczka i się kręci.

Oczywiście jego genialność nie przeszkadza mu walnąć na środku pokoju kupki, ale że jest taki mądry to chociaż woła potem radośnie 'o! kupka!'. Chodzenie bez pieluchy jeszcze nie daje żadnych efektów, no oprócz sprzątania. 

Dziś zasnął mój mały kochany nie trzymając mnie za włosy, kręcąc je sobie na palcu, ale z kotem, przytulając się do jego futerka... Dobrze, ze kot też taki cierpliwy. 

Majka była na wizycie kontrolnej u doktor Agaty, wszystko jest pod kontrolą, tak w skrócie napiszę. Objawów paniki przed ósmą klasą nie ma, bierzemy się po prostu do pracy i dajemy z siebie wszystko. Pani Agata kazała się skupić na tym, co najważniejsze, żeby się dostać do Liceum Plastycznego, kazała mieć też plan awaryjny w zanadrzu i tak też zrobimy. 

Zostaje jeszcze kwestia organizacji nowej codziennego życia - nie mam zamiaru być kobietą idealną i do tego zwariować ze stresu, że sobie nie radzę. Czyli - eM. przejmuje część obowiązków domowych. Hihi...

0
Dodaj komentarz
avatar
{text}